poniedziałek, 29 października 2018

Sprawa życia i śmierci

feminizm, kultura gwałtu, czemu kobiety się nie bronią
Kolega zapytał mnie kiedyś, jak to jest, że kobiety bardzo często się śmieją i wdzięczą do winnego molestowania, gdy coś takiego się wydarzy. Dlaczego niby, skoro nie chcą być molestowane? Skąd można wiedzieć, że kobiety nie chcą być molestowane? Może chcą?
Opowiedziałom mu, jak to jest korzystać z damskiej toalety. Dziewczęta często rozmawiają przy umywalkach, czy to myjąc ręce, czy to poprawiając fryzurę. Wtedy zdarza mi się słyszeć narzekania.
Wiele z nich nie powie czegoś takiego przy mężczyźnie.

Chcą przeżyć

Jak wiecie, przeżyłom molestowanie w autobusie, dość dla mnie traumatyczne. Wielokrotnie zastanawiałom się, co mogłom wtedy zrobić.
Byłom wystraszonym dzieckiem i nic nie zrobiłom.
Załóżmy, że nie jestem wystraszone. Jakie zachowanie mi się najbardziej opłaca? Popatrzmy na sytuację. Jest ich trzech, każdy ode mnie silniejszy. Jeden wie, gdzie mieszkam. Wiem, że są zdolni do różnych rzeczy, bo to trochę dziwne towarzystwo.
Moim priorytetem będzie bezpieczeństwo, a nie pokazanie im.
Statystycznie mężczyźni to najgorsze dla nas zagrożenie.
Młodzi mężczyźni najczęściej zabijają ludzi. Kobiety, jeśli są zabijane, to najczęściej przez partnerów.
Cat-callowane kobiety nie pyskują, bo nie chcą być  pobite. Molestowane chcą, by skończyło się na molestowaniu, nie gwałcie. W czasie gwałtu niektóre kalkulują, czy powinny się nadal opierać, czy może sprawi to tylko, że gwałciciel stanie się bardziej agresywny; trzeba pamiętać, że sprawca jest zwykle silniejszy. 
Gdy mowa o przemocy seksualnej, często mówi się o tym, że kobiety nie zareagowały (i przez to nie są wiarygodne). Nikt prawie nie myśli o tym, że kobiety CHCĄ ŻYĆ i mają dość rozsądku, by działać tak, jak mogą, by przeżyć. Mitem należącym do kultury gwałtu jest to, że każda kobieta jest w stanie się obronić, posługuję się tu Rape Myth Acceptance Scale. 
A reagowanie i obrona nie są ich obowiązkiem.
Za to obowiązkiem wszystkich jest nieatakowanie. 
I na tym się skupmy.
Kultura gwałtu wmawia nam oprócz innych rzeczy także to, że (prawie) wszyscy mężczyźni są okej, wiedzą, jak się zachować, że tylko jacyś zwyrole z marginesu gwałcą, atakując krnąbrne imprezowiczki wracające późno do domów. 
Że ataki nie mają przyczyn innych niż naturalne popędy, więc się nie da ich zwalczać. Da się tylko mówić kobietom, jak mają ich uniknąć.
Nie jest tak. Tylko część ludzi gwałci / molestuje, a przecież znacząca większość nie jest aseksualna. Musi istnieć przyczyna, dla której jedni z takimi samymi popędami gwałcą, inni nie. Część oczywiście to osoby niepanujące nad impulsami w ogóle, choćby z powodu niewystarczającego rozwoju umysłowego. Jednak nie każdą przemoc seksualną da się tak wyjaśnić.
Moim zdaniem te przyczyny to:
  1. Pragnienie zdobycia jakiejś władzy, panowania nad ciałem ofiary (dlatego sprawcy nie wystarczyłoby skorzystać z usług prostytutki*);
  2. Pragnienie właśnie przemocy a nie seksu, tj. gwałt sadystyczny;
  3. Chęć zemsty / naprawienia osoby jak np. gwałty naprawcze na osobach LGBT+, złość na nią;
  4. Chcą uprawiać seks i myślą, że po prostu mogą.
W niektórych rodzajach gwałtu sprawcy chodzi o to, by ofiara się opierała, więc brak jej reakcji może go zniechęcić.
Nie wiem, co można zrobić z pierwszymi trzema przyczynami. Może nic. Wiadomo zaś, co zrobić z czwartą.
Wbić ludziom do głowy, że nie jest tak, że osoba jakby domyślnie zgadza się na seks i musi zacząć się opierać, by można było uznać, że jest inaczej. Mam wrażenie, że ludzie często uważają, że zgoda jest w założeniu, dlatego nawet myśl o pytaniu, czy ktoś czegoś chce, jest dziwna. Nie jest tak, że kobiety się domyślnie zgadzają i mogą powiedzieć inaczej, a mężczyźni myślą ciągle o seksie i zawsze go chcą, więc nie jest możliwe, by się nie zgadzali i zostali zgwałceni. 
Trzeba zakładać, że nikt nie chce seksu, chyba, że powie inaczej.
I że jak jest zbyt pijany, by powiedzieć, że chce, to nie chce seksu. Ani herbaty
Oczywiście Nie znaczy nie. Naprawdę ważne jest to jednak wtedy, gdy istnieje jeszcze tak. Tylko wtedy, gdy można się zgodzić, gdy nie ma tej domyślnej zgody, odmowa jest naprawdę ważna. Wtedy po pierwsze trzeba zapytać i wtedy odmowa wydaje się bezpieczna, wtedy mniej się boisz nie zgodzić, bo przecież to nie jest żaden obowiązek.
Można też przekonywać, że seks się nie należy. Na dzień dzisiejszy wiele osób myśli, że seks jest jakimś obowiązkiem w związku (patrzę przez okno na wieżę kościoła), że seks jest czymś, co ktoś może dać, a nie czymś, co się robi wspólnie, co prowadzi do przekonania, że kobiety rozporządzają seksem i złośliwie skąpią go mężczyznom.  

~Kruk

* Generalnie uważam, że określenie sex-workerka normalizuje praktykę, która za bardzo łączy się z naruszaniem praw różnych osób, consentu itp., której nikt by nie wykonywał bez przymusu ekonomicznego (wierzę, że ktoś może chcieć być rolnikiem/czką czy informatykiem/czką bez przymusu, ale nie wierzę, by ktoś bez przymusu chciał uprawiać seks z osobami, których sam nie wybiera według swojego gustu). Dlatego nie używam. Nazwijcie mnie SWERF-em, ale ja generalnie uważam, że jak ktoś wybiera pracę seksualną jako sposób radzenia sobie z kapitalizmem, to tej osoby sprawa, mi nic do tego, mogę kiedyś napisać, co o tym myślę, jak myślałom o zostaniu tą osobą (tak!). A teraz zacznijcie festiwal przezywania mnie SWERF-em.
Źródła:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz