poniedziałek, 1 października 2018

To mi się należy

to mi się należy, radykalizm, feminizm, queer, prawa osób LGBT+, wolność
Wszystkie te rzeczy, o które walczymy na ulicach, w sprawie których protestujemy, się nam należą. Zawsze się nam należały.
Jest jakimś tragiczno-absurdalnym żartem to, że politycy dyskutują o naszych prawach. Że politycy, Kościół, inni się tym zajmują. Jakby moje prawa były kwestią światopoglądu. Jakby można było je uznawać lub nie. Jakby można było o nich dyskutować.
Nie. Dyskutować to można o tym, czy pomidorowa ma być z ryżem, czy z makaronem.
Kompromis to ja mogę mieć, jak ustalam ze współlokatorkami, która sprząta. Nie będzie kompromisu, gdy chodzi o moje prawa.
Należy mi się prawo do decydowania o sobie.
Należy mi się równa płaca za równą pracę.
Należy mi się możliwość chodzenia po ulicach bez lęku przed molestowaniem lub gwałtem.
Należy mi się obwinianie nie mnie, nie mojego ubrania, nie tego, że ośmieliłom się iść ulicą, a obwinianie oprawcy, gdy zostanę ofiarą molestowania lub gwałtu.
Należy mi się dostęp do antykoncepcji.
Należy mi się traktowanie mnie poważnie.
Należy mi się wolność od tej religii, której sobie w swoim życiu nie życzę.
Należy mi się wolność wypowiedzi.
Należy mi się ochrona przed przemocą domową.
Należy mi się ochrona przed zakusami religijnych fanatyków, którzy chcieliby leczyć homoseksualność i inne orientacje niehetero.
I jestem niesamowicie wkurwione, że muszę coś robić, by mieć to, co powinnom zawsze mieć.
100 lat temu należały nam się prawa wyborcze. Należała nam się edukacja. Teraz uznajemy to za coś oczywistego, choć dawniej były to żądania radykałów.
Prawa wyborcze nie zaczęły nam się nagle należeć. Zawsze powinnyśmy były je mieć. I tak samo powinniśmy wszyscy mieć rzeczy wymienione wcześniej.
Tak, jestem roszczeniowe feministka. I mam na to wyjebane. Należy mi się, to będę się dopominać. Gdybym było radykalne (a nie jestem, ja się tylko upominam o swoje), to bym jeszcze domagało się kary dla winnych tego wszystkiego. Domagałobym się ukarania kościelnych hierarchów, rozwiązania ich organizacji, domagałobym się ukarania każdego polityka i polityczki, którzy uczestniczyli w łamaniu moich praw, w odbieraniu tego, co mieć powinnom. Ja jestem bardzo łagodne. Zabrano mi coś, a ja chcę, by mi oddano, bez karania sprawcy.
Wszyscy politycy, którzy zagłosowali przeciwko mojemu prawu do aborcji, powinni zostać ukarani. Bezprawnie pozbawili nas wolności. I to nie oni robią nam łaskę, zgadzając się na nasze prawa. To my robimy im łaskę, pozwalając im jeszcze coś znaczyć.
Bo nam się należy decydowanie o sobie, a im się władza nie należy. Mogą ją co najwyżej dostać z naszej łaski. I na miejscu polityków i polityczek bym nie podskakiwało, żeby nie stracić tej łaski uświęcającej od społeczeństwa.
Gdyby ktoś mnie uderzył w twarz, domagałobym się dla tej osoby kary, może samo bym ją ukarało. Gdyby ten ktoś był członkiem/inią/ organizacji regularnie krzywdzącej innych, zainteresowałobym się zniszczeniem tejże organizacji. Chciałobym przecież pozbyć się organizacji robiącej innym krzywdę.
Gdy ktoś łamie moje prawa, mam milczeć? Jeśli zareaguję żądaniem zaprzestania robienia mi krzywdy, jestem radykalne? Czemu? Przecież nie zrobiłom nawet ułamka tego, co powinnom, nie zażądałom usunięcia takich organizacji jak Prawo i Sprawiedliwość, Kościół Katolicki, .Nowoczesna, Platforma Obywatelska, ONR, nie zażądałom ukarania tych ich członków, którzy działają na moją szkodę. Och, nie, straszny radykalizm, widmo komunizmu i zakapturzonego zadymiarza.
Tak. Przesadzam. Brak mi dystansu. Świat taki już jest i mogę się przyzwyczaić. Wyjąć kij z dupy.
Takie rzeczy mówi się łatwo, gdy jest się osobą uprzywilejowaną. Gdy nie musiało się walczyć o bycie sobą. Gdy samo istnienie nie jest czymś wywalczonym, gdy los się kształtowało samemu/samej/samo mając przed sobą tyle możliwości, a nie gdy próbowało się po prostu przetrwać w świecie, który cię nienawidzi.

W marcu powiedziałom przemówienie o podobnym sensie w kilku słowach, podobno było dobre.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz