środa, 24 października 2018

Zdelegalizować coaching

Czasami jak słyszę jakieś porady czy czytam coś w sieci, to przemyka mi taka myśl przez głowę. Zdelegalizować coaching. I tak, wiem, że jest taki fanpejdż. Zdelegalizować coaching i rozwój osobisty.
Nie będę się tutaj odwoływać do wyspecjalizowanych coachów, którzy doradzają w sferze zawodowej, a jedynie do coachingu tzw. rozwoju osobistego, a więc life coachingu i coachingu personalnego. Może niektórym tego rodzaju coaching się przydaje, moim zdaniem jest to kolejny hehebiznes opierający się na modnej angielskiej nazwie i poppsychologii.
Coache zaś wciskają twierdzenia nie tylko nieprzydatne, ale i szkodliwe.

Coachingowe bzdury

Będę sobie wybierać takie popularne stwierdzenia i je analizować.

Jesteś kowalem swego losu

Kiedyś w to wierzyłom. W czasach szkolnych odnosiłom sukcesy. Przyczyny:
  • gdy czegoś nie rozumiałom, to na wczesnych etapach nauki mama zawsze mogła mi wyjaśnić, bo był na to czas, wiele rzeczy nauczyłom się dzięki niej, zanim były w szkole;
  • gdy potem był problem z fizyką, zaprowadziła mnie na korki;
  • gdy potrzebowałom się uczyć, zawsze miałom swój pokój, gdzie miałom spokój do nauki;
  • miałom dostęp do internetu i dobrych książek, gdy trzeba było coś sprawdzić;
  • pracownie w liceum były dobrze wyposażone;
  • chemii, polskiego, czy matematyki przez ostatnie 2 lata uczyły mnie osoby naprawdę dobre w swoim fachu;
  • mój umysł dobrze działał, nie było dysleksji, ADHD, nic kłopotliwego.
W takiej sytuacji mogłom sobie myśleć, że to moje zasługi. Gdyby np. moi rodzice zmarli w wypadku samochodowym tuż po moich narodzinach, to pewnie mieszkałobym u babci, którejkolwiek, i tych zasług by pewnie nie było. Bo nie byłoby warunków.
Nie jestem kowalem swego losu. Ty też nie jesteś.
Chciałaś być lekarką, ale żyjesz w Japonii i tam zdawałaś na uniwersytet.
Już jechałeś na rozmowę kwalifikacyjną do wymarzonej pracy i miałeś wypadek samochodowy, nic ci się nie stało, ale zatrudnili kogo innego.
Albo coś ci się stało, uszkodziło ci nerw łokciowy, masz rękę szponiastą. Chirurgiem czy skrzypkiem sobie nie pobędziesz.
Nie możesz studiować wymarzonego kierunku, bo cię nie stać.
Nie wszystko możesz i tyle. Nie tylko ty odpowiadasz za swoje sukcesy i porażki.
Ten mit upewnia ludzi, którzy mieli szczęście, w przekonaniu, że to tylko ich własne zasługi zadecydowały o sukcesie, że są lepsi od osób biedniejszych, które przez ten sam mit nie zauważają systemu jako winnego ich sytuacji. W dużym stopniu jest to neoliberalny mit potrzebny do zmniejszenia oporu wobec kapitalizmu.
Tak naprawdę kapitalizm ogranicza twoje szanse i żadne bycie kowalem nic z tym nie zrobi.

Uwierz w siebie

Bo wysoka samoocena lekarstwem na wszystko. Trzeba być pewnym/ą/ swojej wartości, wierzyć w swoją wyjątkowość, kompleksy i niska samoocena sprzyjają patologiom. Jak się nie udaje, to potrzebne są pozytywne afirmacje.
Wiesz, kto ma wysoką samoocenę? Osoby z NPD i AsPD. W obu tych zaburzeniach osobowości, narcystycznym i antyspołecznym (znanym jako socjo- lub psychopatia), osoby mają bardzo wysoką samoocenę.
Przerażający mordercy też to mają. Ted Bundy taki był.
Oczywiście, chodzi tu o skrajne przypadki. Warto się zastanowić, czy na pewno fajnie być tak pewnym siebie, ale w zasadzie nie jest to poważny argument.
Poważny argument: międzykulturowe badanie wykazało, że wysoka samoocena i sukces są skorelowane, ale wcale nie tak, jakbyśmy chcieli. Niska samoocena to szansa na sukces. Może wiara w siebie mniej motywuje do pracy nad sobą? Na pewno pesymizm ma parę zalet:
  • Lepsza pamięć; osoby w złym nastroju mają wzmożoną uwagę i ciężej je rozproszyć oraz wcisnąć fałszywą informację;
  • Większa dokładność osądów;
  • Ograniczona łatwowierność;
  • Ograniczone posługiwanie się stereotypami; osoby o negatywnym nastawieniu zwracają większą uwagę na szczegóły;
  • Większa motywacja; smutni ludzie są wytrwalsi przy rozwiązywaniu trudnych zadań;
  • Uprzejmość; to może się wydawać sprzeczne z intuicją, ale wynika z tego, że ludzie smutni są bardziej skłonni do ostrożnego formułowania swoich próśb i oczekiwań;
  • Zwiększona sprawiedliwość; eksperymenty wykazały, że osoby pozytywnie nastawione mają większą skłonność do bycia samolubnymi;
  • Bardziej efektywna perswazja; pesymiści lepiej tworzą argumenty, odwołując się do konkretów, a nie np. emocji, jak osoby pozytywnie nastawione.
Mając wysokie mniemanie o sobie, robimy rzeczy, które wcale nie są okej. Choć pewnie czujemy się lepiej.

Bądź sobą

Chyba że jesteś dzbanem, to wtedy nie.
Wspaniała rada, porzucę pracę nad sobą, zanurzę się znów w świat zachowań kompulsywnych i pozwolę im ograniczać mi życie, depersonalizacja mnie znów oddzieli od świata, a mnie nie będzie nawet zależeć, bo wrócę do schizoidalnego stylu życia.
Jeśli ma się wysoką samoocenę, to może ta rada wydaje się okej. Mimo to nie jest okej. 
Przecież w coachingu chodzi o rozwój osobisty, prawda? Rozwój to zmiana. Trzeba stawać się lepszą osobą, a nie statycznie być. Jak mam być tym zwycięzcą bez profesjonalizmu, wiedzy czy czegokolwiek?

Miej cel

Bo inaczej niczego nie osiągniesz, łącznie ze szczęściem. Fajnie jest wiedzieć, czego się chce. I całkiem spoko jest też, gdy nie wiesz.
W tej poradzie jest takie drugie dno, niepisany nakaz, by cel był epicki. A co, gdy kogoś zadowala jego praca, sytuacja rodzinna i związkowa, gdy właściwie jest temu człowiekowi dobrze? Jeśli jedynym celem miałoby być utrzymanie status quo?
Czasami bzdura ta przybiera wyjątkowo skrajne formy. Na przykład czytałom kiedyś, że posiadanie celu w życiu to cecha, która wyróżnia osoby, które przeżyły obóz koncentracyjny, od tych, które tam zginęły (Andrew Matthews).
Tylko że nie. Te osoby różni to, że jedne zagazowano, innych nie, że jedne miały lepszą wytrzymałość fizyczną, inne nie, że jedne miały trójkąty zielone, inne czarne, inne różowe, że jedne miały szczęście, a inne nie. Przerzucanie na więźniów i ich cele odpowiedzialności za przeżycie jest zdjęciem jej z naprawdę za to winnych. 
Martyna Wojciechowska też fetyszyzuje cele, uznając misję za ważniejszą od pracy za pieniądze. Cóż, ona pracuje dla idei, ale zwykli roszczeniowi millenialsi nie mają kontraktów za gruby hajs, a żyć trzeba.

Co cię nie zabije, to cię wzmocni

Co cię nie zabije, to cię nie zabije, ale zniszczy ci życie i zdrowie.
Ludzie po trudnych przeżyciach miewają różne problemy wynikające z dekompensacji, PTSD, nie potrafią sobie poradzić, bo to było dla nich za wiele. Człowiekowi z cukrzycą nie mówi się: Co cię nie zabije, to cię wzmocni, bo powaga sytuacji jest widoczna, ale przy problemach innego rodzaju udaje się, że takie teksty są okej.

Gwiazdeczki

Różnego rodzaju celebryci i celebrytki zaczynają pisać mądrości głębokie jak woda w sedesie.
Dno osiągnęła Beata Pawlikowska, ekspertka od niczego. Zresztą, przeczytajcie sobie, jakie informacje umieszcza na stronie, byśmy mogli ocenić, czy jej zaufać, czy nie: Beata Pawlikowska o sobie. Mam nadzieję, że moja strona O mnie nie wydaje się podobna.
Gdy Pawlikowska pisze to, co uważa za dobre, gdy mówi, jaki jest jej przepis na szczęście, wszystko jest okej.
Gdy zaczyna mówić o zaburzeniach psychicznych i zniechęcać do leczenia, jest to niebezpieczne.
Dobre jedzenie, joga i inne takie są ważne dla dobrego samopoczucia. Nie zadziałają jednak, gdy osoba nie ma zdolności do dobrego samopoczucia przez złe działanie OUN. Powinny być dodatkiem do leczenia.
Kolejnym trendem jest mówienie, że coś motywacyjnego powiedział ktoś znany. Tak jakby od tego te słowa stawały się wartościowe.

Wielu z nas chce sukcesu; jeśli nie każdy. Coachowie wykorzystują to, wmawiając, że znają sposób na sukces. Moda na coaching jednak przeminie. Przeminęła na asertywność. I na mowę ciała. Pamiętacie, jak kiedyś wszędzie o tym mówiono? W szkołach nawet oglądaliśmy filmy z yt o tym. I ile z tego się przydało? Coaching teraz rozwija się tak szybko, że nie zdążyły się pojawić standardy, co coachingiem jest, co nie jest, ani dane, czy to w ogóle działa. Być może za jakiś czas, po początkowym boomie, takie standardy i dane będą.

~Kruk

Źródła

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz