środa, 21 listopada 2018

Jak mówi prawica?

prawicowa publicystyka, symetryzm, język konserwatywny
Wroga trzeba rozumieć.
Lubię obserwować, jak polityka jest robiona. Co mówią politycy/czki i publicyści/stki i jakiego używają języka. Uważam, że to mówi o tych ludziach znacznie więcej niż deklaracje światopoglądowe. Zatem teraz przyjrzyjmy się temu, jak mówi prawica.

Brak researchu

Kiedyś w bibliotece UŁ znalazłom niesamowitą książkę: Najlepsze teksty polskiej prawicy. Uznałom, że będzie beka, więc wzięłom tę książkę i zaczęłom szukać czegoś ciekawego. Były to zebrane teksty takich gwiazd jak Waldemar Łysiak czy Janusz Korwin-Mikke.
Wśród nich znalazłom Feminizm na manowcach Sierpińskiego. Autor stwierdza tam, że feminizm nie jest potrzebny, a feministki same nie wiedzą, czego chcą. Oczywiście, jeśli zjawisko wage gap występuje, to on jest mu przeciwny i jest za wprowadzeniem odpowiednich regulacji prawnych, które mu zapobiegną.
Dlaczego więc jego zdaniem feminizm nie jest potrzebny?
Bo wage gap zostawił w kategorii jeśli. Tak naprawdę wiadomo, że zjawisko to występuje. Mi sprawdzenie tego zajęło kilka minut. Autor też mógł to zrobić.
Nie zrobił jednak. Czemu? Być może spodziewał się, że research mu uniemożliwi stwierdzenie, że feminizm nie jest potrzebny. 
Wydaje mi się, że prawica żywi jakąś głęboką niechęć do tego, co nie jest widoczne, czego nie da się stwierdzić na chłopski rozum.
Wage gap widać tylko w statystykach, nie da się go obejrzeć. Można za to powiedzieć Gdyby kobiety były tańszymi pracownikami, to przedsiębiorcy zatrudnialiby je zamiast mężczyzn? i myśleć,  że się obaliło wage gap, podczas gdy jedynie się zignorowało fakt, że przez seksizm mężczyźni są chętniej zatrudniani i dlatego im się więcej płaci. Tak samo można zobaczyć śnieg za oknem i stwierdzić, że globalnego ocieplenia nie ma. I to jest proste, a te wszystkie dane naukowe są takie skomplikowane.
Dlatego też na temat właśnie zmian klimatu piszą głównie prawicowi publicyści, nie pojawiają się merytoryczne teksty, streszczenia badań i temu podobne, wszystko jest memiczne jak wpis Andrzeja Dudy przytoczony na To tylko teoria. Stamtąd kradnę skrina, ale przeczytajcie też zalinkowany wpis.
prezydent, zjednoczona prawica, brak researchu, klimatyczny negacjonizm

Niesłuchanie zainteresowanych

Gdy czytałom najpierw Uważam Rze, a potem wSieci i Do Rzeczy wielokrotnie pisano tam o różnych grupach. Przykładem mogą być osoby LGBT+ albo ci straszni imigranci. O nich pisano. Oni nie pisali. Nie wypowiadali się. Nawet na swój temat. Po prostu nie.
Generalnie należy spełniać pewne warunki. To one decydują, co możesz. Jeśli jesteś kobietą to na pewno możesz trochę mniej niż mężczyzna, ale istniejesz, a niebinarne osoby już nie. I tak dalej.
Niektóre cechy są ważniejsze, ich brak wyklucza cię z towarzystwa zupełnie. Stajesz się polityki obiektem, nie podmiotem. Podmiotem jest Kościół, a przedmiotem są osoby LGBT+, których prawa można tej organizacji oddać. I dlatego o sprawy hierarchii kościelnej pytano księży, a o sprawy imigranckie nie pytano imigrantów.
Obiekt nie tylko nie ma prawa głosu: nie jest częścią społeczeństwa. Skoro nie jest częścią społeczeństwa, to można mu kazać wracać do siebie, można mu dyktować zasady, na jakich ma tu żyć.
my oni, podział, język prawicy, niesłuchanie zainteresowanych, wykluczenie z dyskusji
Wydaje mi się, że takie oddzielenie w ogóle pozwala mieć prawicowe poglądy bez wyrzutów sumienia za ginące dzieci LGBT+, za tonących w drodze do Europy, za kobiety umierające przez ograniczony dostęp do antykoncepcji i aborcji, za klasę robotniczą, za wszystkich spoza swojego małego plemienia.
Gdyby te osoby zapytano o zdanie to może prawicowa publicystyka nie byłaby tak pełna uprzedzeń. 
Profesor Jerzy Bralczyk zauważa, że podział na swoich i obcych to charakterystyczna cecha języka konserwatywnego.

Możecie spojrzeć na stary program telewizyjny: Woman's World: Education for married women. Tematem jest edukacja zamężnych kobiet, wówczas temat kontrowersyjny. Zaproszono więc dwie zamężne kobiety, jedną zwolenniczkę i jedną przeciwniczkę. Tego się nie robi w polskich prawicowych mediach. TVP1 w takiej sytuacji zaprosiłoby dwóch mężczyzn, przeciwników studiowania przez zamężne kobiety. 

Odrzucanie terminologii

Prawica po prostu nie chce posługiwać się językiem, którego używa reszta.
Czasami w internecie obserwuję takie dziwne zjawisko. Ludzie sobie rozmawiają, padają różne słowa, gender, heteronormatywność, klasizm... wpadają nagle prawicowcy. Gender to ideologia, heteronormatywność to jakiś wymysł, intersekcjonalności chyba żaden z nich nie ogarnął, klasizm nie istnieje...
A tolerancja? Oni wiedzą, że tolerancja od tolerare czyli znosić, więc chodzi o znoszenie innych ludzi.
Ta, a bielizna jest zawsze biała. Żeby wyjaśnić dobrze tolerancję muszę się odwołać do paradoksu tolerancji Poppera, muszę wspomnieć, co o niej pisał Marcuse, bo celem tolerancji jest prawda, trzeba znów przemyśleć to, jak rozróżniamy działania agresywne bądź nie, moje pojęcie tolerancji jest wpisane w to, jak to słowo powstało, co oznacza i co na temat tolerancji uważali filozofowie.
Oni nie przyjmą takiej wersji tolerancji. Po prostu nie. 
Próba stworzenia demokracji bezprzymiotnikowej to dobry przykład, który zasługuje na oddzielny tekst. W każdym razie, demokracja zawsze ma przymiotnik. Jest albo bezpośrednia, albo przedstawicielska, są konstytucjonalizm i legecentryzm, jest mnóstwo przymiotników, które ma demokracja, bezprzymiotnikowa być nie może. Kolejnym fikołkiem robionym przez prawicę jest użycie pojęcia wolności. Przez wieki wolność i równość były ze sobą łączone, aż nagle oni odkryli, że te wartości są ze sobą sprzeczne!
Język polityki, zwłaszcza w wydaniu głównych partii, jest już dawno spauperyzowany, pozostawiony bez jakiejś elegancji, w sejmie padają wulgaryzmy i szablonowe sformułowania. Politycy nie próbują mówić lepiej, jakby bali się utraty kontaktu z wyborcami. Dla porównania teksty Partia wojny (w chwili pisania tego był pierwszym tekstem w zakładce Publicystyka, w żaden sposób nie szukałom dobrze napisanego tekstu) oraz Trzeba walczyć o uczciwą Warszawę (nie było odpowiedniej zakładki, wzięłom przypadkowy tekst z Aktualności).
Żeby było zabawniej prawica też zauważa wady w języku, jakim się posługuje. Wśród nich posługiwanie się normalną terminologią. Problemem są słowa aborcja i zabieg zamiast mordowania dzieci nienarodzonych. Te dwa pojęcia nazywają rzecz zgodnie z prawdą, aborcja od łacińskiego abortus oznaczającego poronienie naturalne i wywołane przez człowieka, zabieg... bo aborcja to zabieg. Zwykła prawda, bez ideologicznej otoczki, to za dużo.

Bezkompromisowość

A właściwie nie tyle chodzi o bycie bezkompromisowym/ą/, co o niecofanie się. Nigdy.
W walce z polityczną poprawnością nie tylko nie dopuszczą do siebie słów gej, osoba niebinarna. Nie będą nawet używać takich słów jak kierowczyni (przywódczyni, przywódca, władczyni, władca, sprawczyni, sprawca, wychowawczyni, wychowawca, sprzedawczyni, sprzedawca, dawczyni, dawca... język polski tak działa), bo to feministyczna nowomowa.
Żeby było zabawniej, prawica nie tylko nie przyjmie zasad określonych jako poprawność polityczna. Ona pójdzie jeszcze dalej i w stosunku do obcych zacznie przekraczać wcześniej osiągnięty konsensus, co wolno, a co nie. Bo np. wyzywanie od żydów było już kiedyś zupełnie nieakceptowalne i znów wraca. Podobnie teksty odczłowieczające, jak porównywanie do zarazy, odszczurzanie i odgrzybianie, obleśne żarty z gwałtów czy ohydne próby uderzenia w opozycję za pomocą samobójstwa nastolatka. W tekście Spiskowa teoria sprawiedliwości autor najpierw opowiada zmyśloną osobiście wersję historii, w której biali wszystko robią na złość czarnym, nawet niewolnictwo łaskawie znoszą tylko dlatego, że chcą łatwiej wykorzystywać czarnych, po czym bierze jedno niesprawiedliwe jego zdaniem orzeczenie, by zacząć pisać, że czarnoskórzy wierzą w rasistowskie spiski, powyżywać się na akcjach afirmatywnych, programach socjalnych i politycznej poprawności oraz ponarzekać na to, że czarnoskórzy biorą zasiłki, na które pracują biali i w ogóle powykorzystywać reaganowską welfare queen.
Wreszcie, oni nie boją się iść w zaparte ze swoją propagandą. Gdy wytknie się im kłamstwo, to jest to wynik jakiegoś tam spisku, albo chcemy uciszyć osobę, z którą się nie zgadzamy, używając do tego politycznej poprawności, gdy się mylą, to nie przyznają się do tego za nic.
Cechą języka konserwatystów ma być patos, kategoryczność i radykalizm. Oni mają triadę Bóg, honor, ojczyzna i całe mnóstwo słów ostatecznych; chwała, zdrada, hańba... Łatwiej u osób konserwatywnych spowodować obrzydzenie, więc pewnie częściej używają słów związanych z tym odczuciem.

Symetryzm

Kiedyś idąc z kimś miastem wypatrzyłom wlepę o nacjonalizmie i pokazałom jej napis Nacjonalizm prowadzi do ludobójstwa. Towarzysząca mi osoba powiedziała, że nie należy popadać ze skrajności w skrajność i choć ludobójstwo jest złe, to nie powinno się też opluwać swojego narodu.
symetryzm, nacjonalizm prowadzi do ludobójstwa, język prawicy, no platform
Problem w tym, że ludobójstwo jest skrajnością, a opluwanie swojego narodu nie jest, za opluwaniem narodu może być jeszcze zdrada, szmalcownictwo, wreszcie ludobójstwo swojego własnego narodu. Samo opluwanie jest czynem właściwie moralnie obojętnym.
Podobnie kiedyś podzieliłom się ciekawostką: w 1996 roku RPA jako pierwsze umieściło w konstytucji zakaz dyskryminacji ze względu na orientację. Usłyszałom, że ludzie łatwo przechodzą ze skrajności w skrajność i jak odzyskali wolność, to zgłupieli. Problem w tym, że skrajności w traktowaniu osób niehetero to z jednej strony prześladowania jak w III Rzeszy, a z drugiej hipotetyczna ich dominacja i prześladowanie osób hetero w dokładnie ten sam sposób. Zakaz dyskryminacji nie jest skrajnością.
I ogólnie to widzimy, bo jak tu tego nie widzieć?
No, będąc prawicowym można tego nie zauważać. Nie wiem, jak, ale można.
Prawica lubi przesuwać dyskurs. Centroprawicową Platformę czyni lewacką, Brudziński po Marszu Równości w Lublinie wymyślił chuliganerię po obu stronach, choć wiemy, po której stronie była, a po Marszu Niepodległości nie wiem, jakie procesy zaszły w jego umyśle. Potem można powiedzieć, że prawda leży po środku, który właśnie przesunęli w odpowiednią stronę. Bo przecież gdy zakaz dyskryminacji to skrajność, to złotym środkiem jest możliwość dyskryminacji, a jakieś pełne równouprawnienie to nie jest cel, do którego dążymy, a coś, co być nie może, bo jest dalej niż skrajność.
język prawicy, bicie ludzi za kolor skóry, przemoc polityczna

Wnioski

Prawica swoim językiem umieszcza się poza dyskursem, odrzucając terminologię i przesuwając dyskusję. W ten sposób znajduje się poza pewnym intelektualnym dziedzictwem, z którego wychodzi rozumienie demokracji, tolerancji, wolności, pewna moralność i cały system filozoficzny. Dodatkowo ignorowanie kwestii kwerendy sprawia, że nie jest możliwe by nawet tym swoim niepoprawnym językiem prawica mogła przekazywać treści poprawne merytorycznie. 
Skoro prawicowcy nie chcą dialogu i odrzucają jego zasady, nie należy dawać im platformy.

~Kruk

Źródła:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz