niedziela, 25 listopada 2018

Kto miał trudno?

III Rzesza, nazizm, faszyzm, II wojna światowa
Zwykle jest współcześnie, ale teraz cofniemy się o kilkadziesiąt lat.
Żyjemy ze śladami ohydnej krzywdy. Mijamy je codziennie, czasami nie zauważając. Bo to tylko napis na płycie chodnikowej, bo to tylko ślad po zburzonym budynku. Ale zdajemy sobie sprawę, z jak strasznej przeszłości się wzięły. I co nasi ludzie przeżyli. Niektórzy z nas żyją z wyraźnymi konsekwencjami tego. Bo to było trudne. Dla nas. Dla innych to było łatwe.

Złe dziedzictwo jest łatwe

Na pewnym seminarium dotyczącym stosunków polsko-austriackich prelegentka wspomniała o austriackim pisarzu. Autor ten w swojej książce odniósł się do trudnej historii rodziny, dotyczącej drugiej wojny światowej.
W pierwszym akapicie na ten temat opisał swojego kochanego dziadka. Dziadek opowiadał mu historie, uczył go, zabierał na ryby. Pisarz go kochał ponad życie. Prelegentka opowiadała to takim tonem, że spodziewałom się, że to bolesna historia, że będę mu współczuć, że dziadek miał naprawdę trudną przeszłość. Myślałom, że w drugim akapicie dziadek okaże się, że dziadek ma na ramieniu numer i nie nosi ubrań w paski, bo mu się źle kojarzą. Albo dziadek nie był matki ojcem, tylko zaopiekował się nią, romską sierotą z wyzwolonego obozu koncentracyjnego. Albo że dzieciństwo pisarza było jeszcze wcześniej i w następnym akapicie sąsiedzi spalą stodołę wraz z dziadkiem, babcią i całą żydowską częścią rodziny.
Dziadek był nazistą, napisał w drugim akapicie.
Tego ranka obudziłom się przerażone, bo śniło mi się, że jestem uwięzione w obozie koncentracyjnym. Byłom w Ravensbrück i wykonywano na mnie eksperymenty medyczne, jak na krewnej mojej babci. Bo ja nie mam żadnego kochanego dziadka, bo żołnierz AK nie pożył wystarczająco długo, mam tylko kochaną babcię, która opowiadała mi takie rzeczy. Poszłom po tym dziwnym poranku na uniwersytet, była ta prelekcja. Po tych zajęciach były następne, o historii USA, na nich dla odmiany usłyszałom, że Europejczycy traktowali rdzennych mieszkańców z rezerwą i że im było trudno przejąć kontrolę nad Dzikim Zachodem. Wyszłom w trakcie i poszłom na spotkanie aktywistek, bo było coś do zrobienia. Rozmawiałyśmy sobie i jedna starsza kobieta powiedziała, że ma na drugie Jadwiga po swojej chrzestnej, której nie było na chrzcie, bo była w Auschwitz.
I co, mam może współczuć naziście?
Możecie mi zarzucić, że nie rozumiem, jak to jest żyć ze świadomością, że twój bliski jest zbrodniarzem. Mój pradziadek był w Wehrmachcie, wzięli go przymusowo. Nie współczuję mu i nie zamierzam. Choć pewnie mam mu czego współczuć, przecież wcale nie chciał do tamtego wojska, takie rzeczy się akceptuje, by przeżyć. Nie mam w rodzinie prawdziwego nazisty, który by w te bzdury wierzył. I nie widzę powodu, by współczuć komuś bycia pojebem.
Są inni ludzie, którym należy współczuć ich losów podczas drugiej wojny światowej. Nie są nimi nie tylko naziści, ale i faszyści czy sowieci. Winnym się nie współczuje. Współczucie jest dla ofiar.
Jeśli zaczniemy współczuć nazistom, uznamy ich za tych dobrych, którym trzeba współczuć, których trzeba tolerować, to nie będzie tak, że będę budzić się ze snu o obozie w rzeczywistości nieobozowej. Wtedy obóz będzie rzeczywistością, a normalność – dziwnym snem. Przecież daliśmy nazistom akceptację, legitymizując ich poglądy.
Trzeba to w końcu zrozumieć. 
Nazistów się nie kocha, nazistów się wiesza. 
Naziści nie są kochanymi dziadkami, naziści są ludźmi, którzy zrobiliby z mojej ukochanej mydło.
Nazistom się nie należy współczucie, tylko śmierć.
Nie przeszkadza ci w kochaniu dziadka to, że był nazistą? No to też jesteś nazistą. Jeśli uważasz, że można kochać mordercę, to znaczy, że akceptujesz morderstwa, że nie przeszkadzają ci one w miłości do kogoś. Nie przeszkadza ci,  że dziadek jest współodpowiedzialny za Holokaust, za T-4, za eksperymenty pseudomedyczne, za wojnę. Nie przeszkadzają ci więc wystarczająco Holokaust, T-4, eksperymenty pseudomedyczne, wojna, nie ma w tobie potępienia dla nich, jest tylko akceptacja.
I teraz ten pisarz udaje, że dziadek miał trudną przeszłość. 
Nie, nie miał. 
Jego dziadek sprawiał, że inni mieli trudną przeszłość. A sam nie był więźniem obozu zagłady. Nie eksperymentowano na nim. Nie był uwięziony w getcie.
Holokaust, zagłada, szoah, nazizm, faszyzm, historia
Niemieccy żołnierze pozujący z Żydami zaprzężonymi do wozu w okupowanej Warszawie, między 1939 a 1942, autor nieznany
Nie tylko uniknął tego, co inni przechodzili przez swoje pochodzenie, ale także tego, co inni przechodzili przez bycie porządnymi ludźmi. Nie został ścięty, jak ci z Białej Róży, nie był uwięziony i skazany, jak 4800 ludzi po zamachu w Wilczym Szańcu, żył, unikając trudności, jak każdy nazista. Bo nazizm jest łatwy.
Nazizm jest łatwy.
Nienawiść jest łatwa. Miłość wymaga wysiłku i poświęcenia*. 

Ktoś zdecydował

Następnego dnia poszłom do biblioteki. Jestem pojebem, jak nie wiem, co robić, to idę do biblioteki.
Wybrałom sobie biurko, położyłom tam laptopa. Przejrzałom kilka półek z interesującym mnie okresem historii. Przyniosłom sobie stosik książek o Holokauście, III Rzeszy i nazizmie. I pierwsze otworzyłom Dlaczego poszli za Hitlerem? Psychologia narodowego socjalizmu w Niemczech, rozdział o narcyzmie. 
Zaczyna się od rozmowy z nazistą Hermannem Geißlerem. Ta rozmowa była monologiem, który czasami próbowali przerwać inni obecni. Wielu innych tak też robiło, był przymus mówienia o swoich przeżyciach.
Narcyz potrzebuje nadmiernego potwierdzania, podziwu innych. Jest ekstremalnie skupiony na sobie, nieufny, jednocześnie występują mania wielkości i jednoczesne poczucie niższości, nastawienie pasożytnicze i deprecjonujące. Nie wczuwają się w sytuację bliźnich, nie ma empatii, jak w psychopatii. Psychopatia i narcyzm to zaburzenia osobowości, mogą być podobne, choć jak się bliżej przyjrzeć, to są między nimi zasadnicze różnice. To jednak nie temat na dziś. 
Ci ludzie upajali się wielkością, wyższością. Było przywiązanie, identyfikacja z narodem, wodzem, ideologią. A te stopnie, uniformy, odznaczenia sprawiały, że każdy mógł być dumny ze swej pozycji,  bo każdy osiągnął jakiś stopień, na miarę swoich możliwości, a potem czuł się zwycięzcą. III Rzesza hojnie rozdawała odznaczenia. Wykorzystywała pragnienie, by być bohaterem
Naziści mówili, jak im było trudno. Jeden miał pretensje do ukochanej dziewczyny, że zniknęła. Jakby młode żydowskie dziewczęta uciekały lub dawały się wywozić do obozów tylko na złość zakochanym w nim nazistom. Jakby to była tych żydowskich dziewcząt wina, że zniknęły, a nie tych nazistowskich chłopaków. 
I wygrali. Teraz to nad nimi się litujemy, mówiąc na seminarium o Austrii o ich trudnej przeszłości. 
Badacze nazizmu zaś skupiają się na mocy Hitlera. Jak on hipnotyzował tych ludzi, jak on nimi kierował, jak on ich uwiódł... Jeśli odejdą od Hitlera, to zajmą się socjotechniką, propagandą, społeczeństwem, eksperyment Milgrama się kłania, dojdą do wniosku, że winna jest propaganda, ludzka natura, traktat wersalski. To jest, oczywiście, ważne.
Ignorujemy jednak to, co najważniejsze.
Mianowicie zło. Ci ludzie są winni zła. I to ci ludzie są winni, to oni to zrobili, nie protestowali, bardzo często robili to entuzjastycznie. Nie zrobiła tego trauma po traktacie wersalskim, nie zrobił tego eksperyment Milgrama, nie zrobiła tego propaganda
Inni naziści opisywali, że to oni mieli ideały. Popadali trochę w typowo starcze narzekanie na dzisiejszą młodzież, bo oni za młodu to byli w tych wszystkich organizacjach, mieli dobre wzorce, jak Hanna Reitsch (instruktorka latania), byli porządnymi ludźmi. Dzisiejsza młodzież nie ma wartości.
Zapytano nazistkę Elvirę Scheer, co ma na myśli, mówiąc, że oni mieli ideały.
faszyzm, hitleryzm, wina, wartości, aksjologia nazistowska
Zdjęcie robione ziemniakiem
Potem sięgnęłom po Oskarżam Auschwitz. To rozmowy z dziećmi ofiar Holokaustu. Rozdziały były ponazywane imionami osób, z którymi przeprowadzono wywiad. Była tam Miri.
Inna Miri, Miri, córka Larena, była dla mnie kiedyś ważna. To główna bohaterka Akademii księżniczek. Dostałom tę książkę od babci na jedenaste urodziny i bardzo ją lubię.
Postanowiłom więc przeczytać opowieść Miri Harel.
Była sobie dziewczynka. Miała tatę i mamę, dom, życie, wszystko. Kiedyś rodzice wyjaśnili jej, że niektóre dzieci nie mają rodziców. A potem dziewczynka opisuje coś, czego nie rozumie, jej tatę zabierają mężczyźni w mundurach, tata wraca i tłucze wszystkie kryształy na półkach. To była noc kryształowa, ale tego dowie się później. Zabierają ją z rodzicami, ciotką, sześciorgiem dzieci ciotki, trafiają do miejsca z brzydkimi, długimi domami. Tatę i wuja rozdzielono z resztą rodziny, tatę mogły już zobaczyć tylko przez ogrodzenie. Było kolczaste. Nie dało się przez nie przytulić. Zachorowała, ciągle chodziła do toalety. Dziewczynkę zabrano gdzieś, gdzie była sama, przynoszono jej jedzenie i lekarstwa, czasem mama ją odwiedzała, zakładając specjalny fartuch. Zostawiała go, gdy odchodziła, dziewczynka tuliła się do fartucha, gdy brakowało jej mamy. Aż zabrano ją gdzieś do obcych ludzi, mówiła tacie podczas pożegnania, że będzie grzeczna, mama nie chciała z nią rozmawiać, więc musiała nabroić; będzie już grzeczna, tylko pozwólcie jej zostać z rodzicami! Tak nabroiła, że rodzice jej nawet nie odwiedzili u obcych ludzi, dziwne, dzieci cioci też bywały niegrzeczne, a nie miały takiej kary. Ci, co ją przywieźli do obcych, wrócili pytać, czy ma rodzinę w Szwajcarii. Tata miał siostrę w Lucernie. Po kilku dniach jakiś pan przyszedł i kazano jej z nim pójść, choć go nigdy wcześniej nie widziała. Chodzili po zamarzniętych rzekach i śniegu, miała katar i kaszel, chyba też gorączkę. Człowiek w mundurze kazał im wracać, oboje prosili, by pozwolił iść dalej, dziewczynka znalazła w kieszeni ostatniego cukierka. Musiał być dobry, bo mundurowy się zgodził i poszli do szpitala.
Matka Miri była okropna, wielokrotnie wzbudzała w córce poczucie winy gdybym w twoim wieku miała matkę, to bym się do niej tak nie odzywała, gdybym w twoim wieku miała co jeść, to nie powiedziałabym, że to niesmaczne, miała nerwicę natręctw krążącą wokół czystości. Sprzątała i myła ręce. Sprzątała i krzyczała, że Miri nie umie utrzymać porządku. Myła ręce i sprzątała. Miri opisuje, jak jako nastolatka chciała móc dobierać skarpetki pod kolor bluzki, tak pewnie było wówczas modnie, a mama kupiła naręcze skarpetek w rudawym kolorze, żeby nie prać różnych kolorów oddzielnie, Miri chciała mieć kolorową spódnicę z rozcięciem, dostawała czarną bez rozcięcia, bo trzeba być skromną.
Kobieta zmarła na raka, gdy córka miała 15 lat. Przed śmiercią przywołała do siebie siostrę Miri, która była wówczas w ciąży. Powiedziała jej, że jakby kiedyś pomyślała, że dla dziecka będzie lepiej je opuścić, to będzie to błąd i żeby nie ważyła się tego zrobić. To była rodzina religijna, wegetariańska (Miri jada mięso i ser, nie je wcale warzyw, na Jom Kippur jada wieprzowinę, najchętniej z parmezanem) i strasznie smutna.
Po śmierci matki Miri dostała list. Była w nim dziwna opowieść o dziewczynce, Miri nie wiedziała, kim jest ta dziewczynka. Dopiero w dalszej części listu zrozumiała, gdy dziewczynka dorosła, wyjechała do Izraela, poznała pana Sterna. Autorką listu była kobieta, która pomagała mamie na początku pobytu w kibucu, tuż po jej przybyciu do Izraela.
Miri Harel, z domu Stern. Pierwszy stopień naukowy z Holokaustu. Drugi z Holokaustu. Oprowadza wycieczki po Yad Vashem i obozach koncentracyjnych w Polsce. Uczy w szkole średniej, tuż przed otrzymaniem przez młodzież pierwszych dowodów osobistych dużo się mówi o tożsamości, m.in. dorośli pokazują młodym przedmioty związane z narodem i wybierają jeden, by opowiedzieć, jak się z nimi wiąże, Miri wybiera opaskę z napisem Jude. Autor pyta, czemu to wybrała.
Oskarżam Auschwitz, nazizm, Holokaust, Zagłada, trudna przeszłość, Miriam Harel
Miri, w przeciwieństwie do dziadka austriackiego pisarza, nie wybrała nazizmu. W przeciwieństwie do austriackiego pisarza, nie wybrała, że będzie kochać nazistę. Jej matka też nie wybrała. Im wybór został odebrany. A Miri w Auschwitz czuje się, jakby wróciła do domu. 
To miała mi do opowiedzenia imienniczka Miri, córki Larena.
Nazizm w naszym życiu jest. Nie jesteśmy jego ofiarami, ale on jest. Co jakiś czas przechodzę nad białymi napisami zaznaczającymi, gdzie były granice łódzkiego getta. Uczyłom się na zwłokach nazisty z Norymbergii (to umedowa legenda), leczyłom się w szpitalu, którego dawnych pacjentów Niemcy wymordowali. Gdy opowiadamy o swoich rodzinach, to będzie opowieść o tym, jak siostrze babci pomylili imiona przy rejestrowaniu jej w urzędzie, jak dziecko zmarło na szybko rozwijającą się chorobę i obok normalnych rzeczy też to, jak pradziadka wzięli do Wehrmachtu, to będzie zawsze się pałętać na marginesie naszego życia. Czasami to ohydne piętno znajdzie się w jego centrum. 
Nigdy nie wybieramy miejsca Zagłady w naszym życiu. Nie nam było wolno wybrać.

~Kruk

* Marek Edelman
Źródła:
  • Dlaczego poszli za Hitlerem? Psychologia narodowego socjalizmu w Niemczech, Stephan Marks, Warszawa 2009;
  • Oskarżam Auschwitz: opowieści rodzinne, Mikołaj Grynberg, Wołowiec 2014;
  • Obóz koncentracyjny dla żebraków w Schlogen;

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz