piątek, 9 listopada 2018

Twój światopogląd to moje życie

Przypomnijmy sobie słynne słowa Jamesa Carville'a, hasło kampanii wyborczej Billa Clintona.
Gospodarka jest ważna, to nią mamy się zajmować, a światopogląd to dodatek. W dużej mierze te sprawy może załatwić rynek, bez żadnych działań ze strony społeczeństwa lub rządu. Tak jakby nie są prawdziwe. Trzeba zająć się klasą robotniczą czy coś. Marksiści się na to nabierają, twierdząc, że zwrócenie uwagi na światopogląd to prosta droga do tęczowego kapitalizmu i liberalnego feminizmu. Ich zdaniem kapitalizm jest źródłem wszelkich podziałów w obyczajówce.

Światopogląd, głupcze

Generalnie łatwo jest myśleć że Gospodarka, głupcze i udawać, że reszta spraw jest nieważna. Łatwo jest, gdy sytuacja na to pozwala.
Inaczej jest, gdy myśląc o 500+ i tym, jak to wpłynie na twoją możliwość założenia rodziny, musisz brać pod uwagę czy pod danymi rządami porody/ciąże będą na tyle bezpieczne, by dożyć do wypłaty 500+. Albo gdy masz wyjebane na to, jak wyglądają domy seniora, bo i tak szacujesz, że w czasie twojej starości nie będzie czym oddychać, więc po chuj ci dom seniora.
I ogólnie inaczej jest, gdy czyjś światopogląd to twoje przetrwanie.
Celowo wprowadzam tu neoliberalną wersję a nie marksistowskie sprowadzanie wszystkiego do ekonomii.
Wydaje mi się, że jedno i drugie jest w istocie swej różne.
Marksizm oferuje intersekcjonalność docierającą do źródła wszystkich problemów. Zauważa wpływ ekonomii na wszystkie dziedziny życia, jakby czyniąc ją praprzyczyną.
I zauważamy, że istnieje patriarchat i jego powiązanie ze stosunkami własności. Zauważamy, że to, na ile kobieta może decydować o sobie, wynika z tego, ile jej ekonomicznie wolno. Jeśli jest na utrzymaniu ojca lub męża, to on nią rządzi. Jeśli mąż nie chce potomstwa, opłaci jej aborcję albo ją porzuci. Jeśli utrzymuje się sama, rządzi nią rynek. Jeśli obawia się straty pracy za to, że zajdzie w ciążę, jeśli boi się, że nie będzie mogła się utrzymać i wychować dziecka, nie jest wolna. Nie może zdecydować o potomstwie zgodnie z własną wolą. Jeśli istnieją określone wymagania co do wyglądu kobiet, np. mocno kręcone włosy Afrykanek są źle widziane, to nie decyduje sama o swoim wyglądzie.
Jeśli zniesiemy własność, w końcu staje się wolna. Ona staje się wolna, inne kobiety stają się wolne, mężczyźni stają się wolni, wszyscy stają się wolni. Wszyscy przecież żyli zniewoleni kapitalizmem, choć na różne sposoby. 
Smog istnieje nie dlatego, że ludzie są głupi i chcą mieć złe piece, ale dlatego, że ich nie stać, że trzeba dojechać do pracy, że gospodarka wymusza pewne działania. Homofobia istnieje ze względu na religię, mającą chronić posiadaczy i dawać im metafizyczne uzasadnienie władzy, ze względu na potrzebę istnienia heteroseksualnego małżeństwa jako minifirmy w kapitalistycznym społeczeństwie, ze względu na patriarchat dający określone wymagania kobietom i mężczyznom, których przestrzeganie podtrzymuje system, ze względu na potrzebę kontroli kobiet przez mężczyzn, którzy prawdopodobnie pierwsi zaczęli gromadzić własność, kończąc pierwotny komunizm. Państwo i jego aparat represji istnieje, by chronić własność.
Neoliby dają zupełnie co innego. Sprowadzają wolność do wolności rynku, jakby nie widząc, że to ona nas zniewala. 
Sądzą, że wystarczy dać wolność rynku, a będziemy wolni i szczęśliwi, po co zajmować się światopoglądem?
Po co zakazywać dyskryminacji w pracy? Każdy może zatrudniać, kogo chce, znajdź sobie przedsiębiorcę, który zatrudni osobę trans bez passingu* albo zaUsz firmę. A jak takiego przedsiębiorcy nie ma, to zdechnij pod płotem, ciesząc się doskonałą wolnością. 
Przeszkadza ci, że Unilever niszczy środowisko? Kupuj jedzenie od innego producenta, masz jeszcze trzech do wyboru. Niewidzialna ręka rynku na pewno obroni środowisko.
To jest ignorowanie wszystkiego poza gospodarką, a nie dostrzeganie powiązań. 
Wolny rynek jednak zapewnia ci wolność, a komunizm sam w sobie prowadzi do dyktatury. Znacznie lepiej jest mieć do wyboru słuchać właścicieli środków produkcji albo umrzeć, to samo w sobie nie jest przecież autorytarne.

Przetrwanie

Fajnie jest być białym, hetero, mężczyzną, cisem i myśleć sobie, że jedynie sprawy stricte socjalne są problemem.
Dla innych przetrwanie jest wystarczającym problemem. I to przetrwanie to nie tylko kwestia godnej płacy, która zapewni nam odpowiednie warunki życia, nie tylko kwestia warunków pracy czy opieki medycznej.
To przetrwanie to też kwestia tego, by godna płaca była również dla nas, a nie dla osób należących do uprzywilejowanej grupy, byśmy też mieli szansę zdobyć pracę pomimo jakiejś tam cechy, byśmy mieli dostęp do potrzebnej opieki medycznej bez względu na rodzaj narządów płciowych, mogli oddychać czystym powietrzem i pić czystą wodę...
Mnóstwo drobnych składowych od niebycia kolejną zabitą w USA transką po możliwość nauczenia się czytania i pisania, będąc dzieckiem z Burkina Faso. 
To, że ci white cishet males tak łatwo ignorują nasze życie (nie wygodę, nie zachcianki, nie prawa, tylko życie), jest wynikiem systemu. Łatwo uznają, że są to jakieś tam idee, o które my walczymy. Tylko że nikt nie walczy o idee. Idee nie istnieją, jest tylko brutalna rzeczywistość.

~Kruk

* Passing to taki wygląd, że ludzie rozpoznają osobę jako osobę takiej płci, z jaką osoba chce być utożsamiana.
Źródła:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz