niedziela, 30 grudnia 2018

Antypsychiatria

ableizm, umysł, neuroanarchizm, antypsychiatria, pseudonauka
Dzięki lekom i leczeniu psychiatrycznemu żyję. Jestem wdzięczne, że były dla mnie dostępne. Że czuję się normalnie w swoim umyśle, że nie skoczyłom z wysokiego budynku ani nie wzięłom śmiertelnej dawki paracetamolu poprawionej escitalopramem.
Niektórzy ludzie uważają jednak, że choroby i zaburzenia psychiczne nie istnieją, leki szkodzą, a psychiatria służy oddzielaniu od społeczeństwa i opresjonowaniu osób niemieszczących się w normie.
Pierwszym błędem jest normalizowanie zaburzeń poprzez łączenie ich ze zwykłą cechą.
Nieśmiałość jest zwyczajna.
Fobia społeczna nie jest. Fobia społeczna utrudnia, a czasami uniemożliwia, normalne życie i zajmowanie się swoimi sprawami.
Kilka godzin przed spotkaniem z ludźmi czuję delikatny ucisk w żołądku. Lekkie parcie na stolec narasta, dochodzi parcie na mocz. Zaczynam się martwić, czy zapanuję nad zwieraczami. Pewnie się zesram przy ludziach. Nie mam czym, bo się przygotowałom. Nigdy mi się to nie zdarzyło, ale boję się zawsze. Widzę nielogiczność, więc zaczynam się bać tylko zesikania. To się zdarzyło, miałom 3 lata. A jak się nie zdarzy dzisiaj, to pewnie pierdnę i będę śmierdzieć. Dlatego dużą część czasu z innymi spędzam na myśleniu o mięśniach zwieraczach i kontrolowaniu ich. I o pocie. Nienawidzę potu, bo boję się, że przez niego będę śmierdzieć. Boję się zaczerwienić. Boję się, że moja mimika będzie nieadekwatna do sytuacji lub zdradzi, jak bardzo się boję. 
Lęk narasta. Robi się duszno i gorąco. Wchodzę do sali. Patrzą na mnie. Może coś jest ze mną nie tak. Ubrudziłom się? Zapomniałom spodni? Nie dostrzegam, z czym jest problem. Lęk staje się więc jeszcze większy. Zaczynasz czuć ból za mostkiem. Może to serce. Zaraz umrę. Ból przeszywa moją przestrzeń prekordialną, Wiem, zawał.
Nie, nie, nie. Wiem. Nie zawał. Atak paniki. Nie umrę. Oddychać. To tylko ten dziwny lęk. 
Obym nie powiedziało nic głupiego. Czy ja jestem przygotowane? Co powiem jeśli mnie zapytają, jak dzień? Czy będą dopytywać, jak powiem, że dobrze, choć nie jest dobrze? A jeśli tak, to jak przedstawię swój dzień, by nie zrobić złego wrażenia? A jeśli nie, to czy dlatego, że nikogo nie interesuję? A jeśli tak, to czy dlatego, że sprawiam wrażenie złej osoby i trzeba upewnić się, czy czegoś nie odjebałom? 
ALARM! Ktoś coś do mnie mówi.
Każdą swoją wypowiedź mam dokładnie przemyślaną. Czasami czuję się jak dyplomata. Albo jakbym stąpało po rozżarzonych węglach.
Ja naprawdę nie próbuję być super mądre czy niewiarygodnie uprzejme. Ja nawet wygłup i nieuprzejmość muszę przemyśleć. Tak by móc się obronić, gdyby ktoś coś mi zarzucił. Tak by myśleć, że mam kontrolę nad tym, co inni o mnie myślą.
I wiem, jak bardzo absurdalne to jest.
Nie jestem nieśmiałe. Ja nie mogę żyć z lęku przed ludźmi.
I takich przykładów mieszania mogę znaleźć mnóstwo:
Zwłaszcza w poście o moim zaburzeniu zaznaczono już w tytule kolejny błąd, który dość często się przewija.
Leczenie mi nie grozi. 
Leczenie fobii społecznej jest wtedy, gdy uznasz, że potrzebujesz leczenia i się o nie upomnisz. To nie jest zaburzenie, które wykrywa się jakoś inaczej, osoby często szukają pomocy dopiero z atakami paniki. Leczenie nie jest to wyrok, leczenie jest to najczęściej poszukiwane wybawienie, szuka się dobrej osoby do niego, miejsca, gdzie są krótkie kolejki...
Poza tym fobii społecznej nie leczy się antydepresantami. Ja akurat biorę lek będący jednocześnie anksjolitykiem i antydepresantem, ale nie wszystkie leki takie są, poza tym ja mam też objawy depresyjne (i escitalopram mi bardzo pomaga). Mogę przewidywać, że inna osoba dostałaby tylko anksjolityk i terapię grupową, a może nawet jedynie to ostatnie, jeśli objawy nie utrudniają osobie życia za bardzo.
Nie kwestionuję zasadności pisania o nadużyciach w szpitalach i nieprzyjemnej historii medycyny. Podobnie przeciwne jestem naruszaniu praw pacjenta. I tego rodzaju tekstów nie skrytykuję. Widziałom zapięte w pasy pacjentki. Wszystkie na oddziale odetchnęłyśmy z ulgą, bo było nieco spokojnie, gdy je zapięli, ale nadal robiły hałas i uprzykrzały życie nam i pielęgniarkom, jak umiały. Często im mówiono, żeby zachowywały się lepiej ze względu na nas. Gdyby była możliwość po prostu zabrania tych dwóch do innych sal, by nie mogły nam kraść rzeczy czy wielokrotnie wykrzykiwać modłów nad naszym jedzeniem, byłoby dla wszystkich lepiej.

Odwróćmy sytuację

Załóżmy przez chwilę, że wszystkie antypsychiatryczne stwierdzenia są prawdziwe:
  • choroba psychiczna nie istnieje;
  • wszystko, co uznajemy za choroby psychiczne lub zaburzenia, tak naprawdę jest normalnym przeżywaniem emocji lub cechami osobowości, które są jakoś niewygodne dla społeczeństwa;
  • leczenie ma na celu sprawić, by te osoby były znów takie same, jak reszta;
  • leczenie jest potrzebne, by złe koncerny mogły zarobić.
Jeśli tak, to pojawia się cała masa innych pytań:
  • w jaki sposób moja fobia społeczna jest niewygodna? 
  • czemu leczą mnie z tego, a nie z jakichś niewygodnych poglądów czy coś?
  • jak mam uznać za normalne widzenie z boku okolicy beze mnie, bo ja nie istnieję, ataki paniki, wszystko, co zupełnie nie przypomina normalności?
  • jak mam uznać, że inne pacjentki w szpitalu, te, co nie mogły nawet normalnie mówić, co powtarzały te same bezsensowne czynności, nieumiejące same sobie poradzić z czynnościami samoobsługowymi, słyszące głosy, mające za mało energii na zwykłą egzystencję, mieszczą się w normalności?
  • czemu leki mi pomogły, czemu czuję się po nich tak normalnie jak przed zaczęciem się kłopotów, czemu mój umysł jest wreszcie mój?
  • w jaki sposób zmuszają nas do leczenia, skoro w większości przychodzimy sami, gdy już sobie nie radzimy?
  • w jaki sposób ci pełni ideałów studenci/tki/ zmieniają się w złych, chciwych psychiatrów/yczki/, którzy chcą każdemu dać leki? 
Ten pogląd nic nie wyjaśnia, ten pogląd bardziej niszczy nasze patrzenie na świat niż je tworzy.

Autyzm i ADHD

Będę się tu odwoływać do artykułu w piśmie warszawskiej Federacji Anarchistycznej, ale takich rzeczy widziałom więcej. Pisząc o neuroanarchizmie czy antypsychiatrii ludzie często wspominają o ADHD i spektrum autyzmu. Mówią, że to tylko ruchliwość, że to tylko inny sposób myślenia... 
To trochę tak, jak anty-choice ciągle mówią o zespole Downa, że z tym da się żyć, że to nie jest straszne, że nie należy eliminować płodów z tą trisomią, więc w ogóle nie powinno być aborcji. Ja jestem w stanie przytaknąć twierdzeniu, że zespół Aspergera to zaburzenie tylko w takim stopniu, w jakim przeszkadza danej osobie, a ADHD być może nie jest zaburzeniem. Zaburzenia psychiczne jednak nie są monolitem, jak chcieliby ableistyczni antypsychiatrzy. Naprawdę nie widzą analogii z seksistowskim wszystkie kobiety są takie same, gdy udają, że my jesteśmy zawsze tacy sami i zawsze wystarczą nam jakaś joga czy inne nielecznicze sposoby, by sobie poradzić?
Generalizacja – według której terapia jest torturą, organy służby zdrowia psychicznego zmuszają do bycia takimi osobami, jakich potrzebuje hierarchiczne społeczeństwo, medykalizacja to przemoc, określenie zaburzony to przemoc symboliczna  –  to  pójście za daleko.
Nie popieram też mieszania do tego kwestii narodowości, lateralizacji, orientacji, genderu... W Czarne z różowym dołączono do sprawy neurotypowości przymus pisania poprawnie, postrzeganie introwersji jako dziwactwa (po tym, jak była i chyba wciąż jest moda na bycie romantycznym, zadumanym introwertykiem, jest to nieaktualne), dyskryminację płciową, heteroseksizm i rasizm. Socjalizacja to zbrodnia, a terapia to tortura. 
Rozmawialiśmy o tym w towarzystwie. On ze schizofrenią, drugi on z nerwicą, ja z zaburzeniami lękowymi i osobowości. Przeżyliśmy mnóstwo chujowych dni przez te problemy psychiczne. Jak czytamy te bzdury, to myślimy o atakach lęku, psychozach, depresji, co przez to straciliśmy, jak bardzo nie możemy z tym funkcjonować... 
I oni nam mówią, że to jest normalne, że to ekspresja naszej osobowości!
Nie zapytają nas o zdanie. Już dawno ludzie widzą, że jest źle, gdy tylko mężczyźni mówią o aborcji, gdy tylko cishety mówią o prawach osób queer, biali tłumaczą kolorowym co jest rasizmem, a co nie. Tylko nas nadal się tak wyrzuca z dyskursu. Jest to ableizm, tak samo, jak seksizm i homofobia w podobnych sytuacjach. Lekceważą nas. 
I to oni mówią, że psychiatrzy nas opresjonują!
Kurwa nie. Psychiatrzy dają nam leki, dzięki którym czujemy się dobrze i funkcjonujemy. Psychiatrów obchodzi to, jak się czujemy, psychiatrzy pytają nas o zdanie, psychiatrzy dążą do tego, by było nam dobrze. Pierdoleni antypsychiatrzy, bohaterscy wyzwalacze opresjonowanych ze względu na różnice między umysłami, nawet nie są zainteresowani sprawdzeniem, czy my w ogóle potrzebujemy wyzwolenia. Ich działanie jest szkodliwe, jak szkodliwe jest np. mówienie osobie z depresją, by wzięła się w garść. I wyobraźcie sobie, że osoby, które potrzebują leków i terapii, lepiej wiedzą, że tego potrzebują, niż jacyś neurotypowi wrogowie psychiatrii.
Czy w anarchizmie będziemy udawać, że nowotwór to tylko wyjątkowy przebieg rozwoju organizmu?

Oczywiście, nie jestem przeciwko pisaniu o nadużyciach w psychiatrii, bo one się zdarzają i też są problemem, mimo że w psychiatrii jednak jest więcej zalet niż wad. Źródła:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz