środa, 12 grudnia 2018

Homoseksualność to nie choroba

Chociaż media mówią inaczej, wraz z politykami.

Co jeśli to jednak zaburzenia?

Załóżmy przez chwilę, że homoseksualność to zaburzenie. Co wtedy?
Trzeba bronić homoseksualnych przed dyskryminacją. Wspierać ich w każdy możliwy sposób, jakiego sobie zażyczą. To się przecież należy chorym i zaburzonym.
Przychodzić na ich marsze. I na parady. Potępiać dyskryminację. 
Nie uciszać ich. Nie oburzać się, gdy widzimy razem parę jednopłciową. Wręcz przeciwnie. Podchodzić jak najbardziej przyjaźnie, interesować się ich sytuacją, dbać, by mieli jak najlepiej. I dawać L4, gdy chcą iść na randkę, zamiast do pracy.
Ba, jeśli jest zaburzeniem, to nie jest świadomym sprzeciwieniem się woli Boga. Nie jest grzechem.
A Polonia Christiana potrafi nazwać homoseksualność grzechem i wstawić artykuł twierdzący, że niesłusznie wykreślono go z listy chorób.
Najczęściej jeśli ktoś mówi, że homoseksualność jest zaburzeniem, to chce tym uzasadnić niegodne traktowanie osób homoseksualnych. Samo to powinno powodować podejrzliwe traktowanie takiej tezy. 

To teraz prawda

A prawda jest taka, że homoseksualność i żadna inna orientacja zaburzeniem nie jest.
Ludzie pozbawieni możliwości seksu z osobą preferowanej płci mogą rozładowywać napięcie seksualne poprzez seks z kimś innej płci. Takie zachowanie zaobserwowano u heteroseksualnych mężczyzn w więzieniach. Porównując ich z heteroseksualnymi mężczyznami na wolności badacze doszli do wniosku, że z tymi z więzień jest coś nie tak.
I tak homoseksualizm trafił na listę zaburzeń.
A potem było już tylko gorzej. Leczenie elektrowstrząsami i zniszczone życia tylu osób queer.
Osoby LGBT+ domagały się swoich praw. Były między młotem a kowadłem, bo stosunki homoseksualne były jednocześnie medykalizowane i kryminalizowane. Niektórzy uważali, że skoro są nielegalne, to opłaca się nam, by były objawem patologicznym.
Nie można karać za chorobę.
Psychiatrzy albo się nie zgadzali, albo uważali, że będzie lepiej móc nas karać. Zaczęli więc robić badania poprawne metodologicznie. I wyszło, jak wyszło. Na podstawie tych badań grupa ekspertów z zarządu APA wykreśliła homoseksualność z listy zaburzeń.
Co ze słynnym głosowaniem? Głosowanie było z powodu sprzeciwu mniej eksperckich psychiatrów wobec decyzji tych najlepszych. Tak więc zagłosowano, by przywrócić homoseksualność na listę. Okazało się, że nie da się zmienić prawdy głosowaniem i homoseksualność pozostała poza listą.

Dlaczego orientacja nie jest zaburzeniem?

Bo mieści się w definicji zdrowia. 
Jest całe mnóstwo definicji zdrowia, zaburzenia i choroby. Wszystkie są dość podobne, a różnice między nimi wynikają głównie ze specjalizacji naukowca/czyni/, który używa definicji. Np. choroba jako niewyrównane zaburzenie homeostazy czy maladaptacja; gdy badamy mechanizmy homeostazy, będzie nas interesować to pierwsze rozumienie.
Homoseksualność nie powoduje jakiegoś cierpienia. Terapia homoseksualności jest szkodliwa, bo takie cierpienie powoduje.
I właściwie, cóż więcej mogę napisać? Nie powoduje, to nie powoduje, nie ma się czym interesować. Homofob mi tu może zaraz napisać, że zdrowy rozsądek wskazuje, że jak to mniejszość, to jest to pewnie zaburzenie, że jak powoduje brak rozmnażania, to pewnie to zaburzenie. Ale zdrowy rozsądek to nie argument. Zdrowy rozsądek homofoba kazałby mu się leczyć ze swoich mniej popularnych zmienności anatomicznych, gdyby nie był tylko pretekstem.

~Kruk

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz