wtorek, 4 grudnia 2018

Mysia utopia

mysia utopia, eksperyment calhouna, dokąd zmierza ludzkość
Opowiem wam o eksperymencie naukowym, który się próbuje przenosić na ludzi. Jest on zresztą ciekawym eksperymentem, gdyż można się domyślać, czemu są takie, a nie inne, efekty, ale nie jest to pewne.
Można więc powiedzieć, że sprawa jest jeszcze niezakończona.

Eksperyment Calhouna

Calhoun chciał stworzyć mysi odpowiednik rozwiniętej cywilizacji ludzkiej. Zapewnił więc zwierzętom nieograniczony do pożywienia, wody i materiałów do budowy schronienia. Nie było żadnych drapieżników, myszom zapewniono opiekę medyczną, by ograniczyć rozprzestrzenianie się chorób. Ograniczona była przestrzeń, mogła pomieścić 3840.
Dnia pierwszego do przygotowanego mysiego raju wpuszczono cztery samce i cztery samice. Myszy miały problem z przyzwyczajeniem się do tego miejsca i do siebie nawzajem, potem jednak zaczęły budować gniazda i podzieliły terytorium między siebie. Dnia 104. urodziły pierwsze młode w tym raju.
W dniach 105-314 populacja zwiększała się dwukrotnie co 55 dni. Wszystkie myszy pochodziły od 8 osobników wpuszczonych na początku.
Wielkość miotu była zależna od pozycji rodziców w hierarchii tego stada, bardziej dominujące samce miały więcej potomstwa. Myszy zaczęły się gromadzić w określonych miejscach i tam spożywać pokarm, nie przeszkadzała im obecność innych. Tłoczyły się w wybranych miejscach, chociaż wszędzie były takie same warunki.
Pod koniec tej fazy było trzy razy więcej niedominujących w żaden sposób osobników niż tych o jakiejś pozycji. Lepiej radziły sobie starsze zwierzęta.
W dniach 315-559 populacja dublowała się co 145. Samce nie broniły swojego terytorium, samice zaś stały się agresywne, także wobec potomstwa. Potem powszechna stała się przemoc, samce atakowały się wzajemnie, nie interesowały się samicami. Bardziej dominujące samce wykorzystywały seksualnie te mniej agresywne, które były też nadmiernie gryzione przez inne. Samice czasami bywały całkiem bezdzietne, wcześniej takich nie było, coraz mniej zapłodnień, a płody bywały też wchłaniane przez organizmy samic.
W połowie tej fazy prawie wszystkie młode były odrzucane przez matki, nie wykształcały przez to zachowań społecznych.
Populacja nie zwiększyła się powyżej 2200 osobników. W dniu 560. wzrost się skończył. W dniu 920. miało miejsce ostatnie zapłodnienie. Po dniu 1000. zabrano 150 myszy do innych badań, co jest dość poważnym błędem.
Ostatni tysiąc myszy nie wykształcił zachowań społecznych, nie walczyły ze sobą, nie budowały gniazd, interesowało je jedynie jedzenie, spanie, picie, dbanie o swoje ciało.
W dniu 1588. zakończono eksperyment.
Nieznane pozostają przyczyny zaburzeń takich jak choćby wchłanianie płodów (ludzie bardzo chętnie stwierdzają, że to naturalna antykoncepcja, zamiast zapytać, jak zaburzona musi być choćby gospodarka hormonalna). Być może ma to związek z chowem wsobnym osobników.

Błędy

Ten eksperyment jest przekładany też na ludzi. Jednak nawet w odniesieniu do myszy jest on nieprawidłowy.

Utopie mysie

Zaczyna się od ośmiu myszek. Cztery pary. Jak zdrowa populacja mogłaby wywodzić się zaledwie od czterech par osobników? Przez ten inbreeding musiały się objawić pewne geny recesywne, typowa depresja inbredowa. Na pewno objawienie się wad letalnych.
Załóżmy radośnie, że myszy nie były spokrewnione, co jest raczej niemożliwe, bo to myszy laboratoryjne. Gdyby wszystkie cztery pierwsze samce miały potomstwo ze wszystkimi czterema samicami, to byłoby 16 kombinacji. Mysz pochodząca od jednego z rodziców może się nadal bezpiecznie krzyżować z potomstwem pozostałej trójki (9 kombinacji). Jeśli skrzyżuje się z przyrodnim rodzeństwem, to współczynnik inbredu jest za wysoki, tak samo jak za wysoki jest przy krzyżowaniu z kuzynostwem, co musiałoby nastąpić w chyba piątym pokoleniu. Przy tych optymistycznych założeniach, że każdy z każdym i na początku inbred = 0. Jednak tak pewnie nie było. W mysich stadkach tylko dominujący samiec się rozmnaża, a samice najniżej w hierarchii ograniczają swoją płodność, jeśli populacja jest przegęszczona. Takie są zwyczaje myszy domowej. Dobra, załóżmy, że każdy samiec zakłada własne stado i że pierwsze osobniki są niespokrewnione. W następnym pokoleniu mamy 4 grupy myszy, które nie są ze sobą spokrewnione. Czy możecie to policzyć dalej sami, zakładając, że myszy są mądre i nie krzyżują się nawet z kuzynostwem, jeśli nie muszą? Ja doszłom tylko do tego, że za kilka pokoleń inbred będzie większy niż 5%, czyli niebezpieczny. 
Powinien być przepływ genów między populacjami, tu tego nie ma. Zwykle jest tak, że zwierzęta podróżują między różnymi terenami i krzyżują się między sobą.
Wreszcie, ograniczenie możliwości migracji. W rzeczywistości ono nie występuje. Może ono mieć wpływ na eksperyment, nawet jeśli teren nie był całkowicie zajęty. Trudno powiedzieć, czy nie powodowało to jakiegoś stresu związanego z przegęszczeniem czy coś.

Utopie ludzkie

Dość często pojawia się stwierdzenie, że trwają lub już się kiedyś wydarzyły u ludzi takie rzeczy, jakie przeżyły myszy Calhouna. Wskazywane są historyczne i współczesne przykłady. Mówi się, że można to przekładać na ludzi, choć nie. Nie jesteśmy myszami i jeśli coś się z nimi dzieje, to z nami nie musi.
Przykład historyczny to upadek starożytnego Rzymu. Podobno był on wygodny jak mysi raj, nie było tam zagrożeń i żyło się za dobrze.
Dla kogo to był raj? Dla niewolników? Kobiet? Proletariatu? Dzieci? Kogokolwiek? Myszy miały opiekę medyczną, a starożytni byli na etapie Hm, komuś pomógł chleb z taką pleśnią, może też użyję. Mnóstwo dzieci umierało na choroby wieku dziecięcego, dziś dla nas już nieznane, antybiotyków nie stosowano normalnie, nie znano wielu potrzebnych leków.
Kwestie klasowe oraz brak odpowiednich technologii sprawiały, że większość ludzi była poważnie zagrożona brakiem pożywienia, schronienia i innych podstawowych środków. 
Wreszcie, rzeczywistość rzymska była pełna różnego rodzaju drapieżników. Tymi drapieżnikami były po pierwsze różnego rodzaju zwierzęta mięsożerne, bo jeszcze wówczas były dla nas groźne, oraz prowadzące pasożytniczy tryb życia. Ja wesz widziałom jedynie pod mikroskopem, a do pchły to się w życiu nie zbliżyłom, zaś Rzymianie pewnie mieli z tym do czynienia.
O utopijności Cesarstwa świadczy jedynie jego upadek.
Kuce jednak lubią się na to powoływać, bo Heliogabal.
Każdy historyczny przykład rozbije się o opiekę medyczną, kwestie klasowe i możliwość migracji. Nigdy nie było utopii.
Nie było. A może jest?
Ha ha ha, no kurwa gdzie?
Część świata rzeczywiście żyje całkiem nieźle. Ma dostęp do odpowiedniej ilości jedzenia i opieki medycznej. Jednak nawet w tych rozwiniętych państwach są problemy klasowe, które część ludzi od tego oddzielają.
Tu jest możliwość migracji, której nie ma w eksperymencie. Nie ma co porównywać.
Żeby nie było możliwości migracji, musielibyśmy uznać cały świat za utopię. Nic utopijnego poza światkiem zachodnim nie ma. Wciąż populacja jest za duża, by móc brać pod uwagę chów wsobny.
Konserwatyści często podają przykład gejów i mężczyzn chodzących w rurkach jako odpowiednik pięknisiów. Oznaczałoby to, że 920. dzień utopii był w XIX wieku, gdy pojawili się dandysi, albo w starożytności, w cywilizacji minojskiej. 
Homoseksualni ludzie byli zawsze, także w takich okresach wybitnie nieutopijnych, jak druga wojna światowa.
Ten eksperyment nie nadaje się do przekładania na ludzi i nic ciekawego nie wnosi. Wykorzystywanie go jest manipulacją.
To świetny przykład tego, jak używają nauki konserwatyści. Bez zrozumienia, byle tylko uzasadnić swoje poglądy.

A jeśli tak, to co z tego?

Załóżmy przez chwilę, że eksperyment jest przekładalny na ludzi i że zbliżamy się do utopii. Oznaczałoby to, że jeśli będzie zbyt dobrze, to osłabną stosunki międzyludzkie, pojawią się pewne choroby psychiczne i będzie się nas rodzić mniej. Co wtedy?
Nic.
Konserwatyści mówią, że to będzie bardzo źle i w ogóle masakra. Ja i tak wolę utopię.
Jeśli ludzie mają umierać z głodu, harować ponad siły, nie mieć dostępu do odpowiednich leków, dzieci pracować w fabrykach, umierać na uleczalne choroby, jeśli mają być wojny i terroryzm...
To ja wolę utopię, w której może będziemy żyć dziwnie, może nie będziemy się ze sobą zadawać i może będzie mniej dzieci. 
Ale jakie w takiej utopii będą te nieliczne dzieci! To nie będą dzieci wychowujące się w obozach dla uchodźców. To nie będą dzieci umierające na odrę. To nie będą dzieci ginące podczas bombardowań. To nie będą dzieci niszczące sobie zdrowie w fabrykach zabawek dla innych dzieci, tych żyjących w lepszym świecie.
To będą dzieci, którym rodzice naprawdę dadzą wszystko, co najlepsze. Znające tylko bezpieczeństwo i dostatek.

~Kruk

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz