środa, 26 grudnia 2018

Sojusznictwo to działanie

queer, ally, LGBT+, sojusznictwo, sojusznik, sojuszniczka, wsparcie, osoby nieheteronormatywne
Mam nadzieję, że nie potraktujecie tego postu jako próby nakazywania czegoś ludziom. Piszę, jakie moim zdaniem powinno być wspieranie osób nieheteronormatywnych, zresztą mając dość małe wymagania, ale jest to nadal tylko zdanie jakiegoś niebinarka zza monitora.

Historyjka

Byłom sobie na imprezie. Najpierw było miło, ja, moja przyjaciółka i jedna znajoma rozmawiałyśmy o filozofii. Znajoma poszła, przysiadł się kolega, rysowaliśmy sierpy i młoty na laptopie, było miło.
Kolega zainteresował się bardziej pewną koleżanką i poszedł, a dalej na takiej długiej kanapie siedziała starsza pani. 
Ja i moja przyjaciółka, transpłciowa dziewczyna, zaczęłyśmy mówić o rozprawie, hormonach, innych rzeczach. Starsza pani nie wiedziała, czy transmężczyzna to osoba urodzona z narządami męskimi czy żeńskimi. Wyjaśniłom, że każdy jest takiej płci, z jaką się identyfikuje i ewentualnie można dodać określenie, że jest cis czy trans, by określić stosunek owej płci do narządów, a więc transmężczyzna identyfikuje się jako mężczyzna i miał bądź ma żeńskie narządy.
Wyjaśnione, chyba rozumie.
Idziemy dalej, mówimy o doktorce Robasze, że jest lepsza dla chłopaków niż dla dziewczyn. Ta sama babka pyta, czy chłopak to człowiek urodzony mężczyzną identyfikujący się jako kobieta czy na odwrót. Przyjaciółka wyjaśniła.
Gdy trzeci raz był ten sam problem, powiedziałom, że już było to wyjaśnione i usłyszałom, że ona jest psychologiem, ale tego w jej czasach nie uczono na studiach, że ona chce zrozumieć i jest naprawdę akceptująca, ale musimy to wyjaśniać.
– Nie musimy nic wyjaśniać – odpowiedziałom.
Dowiedziałom się od różnych osób na imprezie, że musimy takie rzeczy wyjaśniać, bo ludzie tego nie wiedzą, bo nie ma tego w szkołach, jest to naszym obowiązkiem, skoro chcemy być akceptowani, z pięć razy nazwała mnie ta starsza kobieta dziewczyną.
Ja w szoku, bo mi nikt w szkole nie tłumaczył tego i jakoś to wiem, podobnie mi nie tłumaczono mnóstwa innych rzeczy. Mówię więc, że nic nie muszę, a skoro żyją w społeczeństwie, w którym są osoby trans, i chcą być tacy akceptujący dla wszystkich, to mogą się dowiedzieć, jak mówić.
A potem to już było, że jestem agresywne ze swoją transowością, że odwracam się od ludzi, że widać po mnie nienawiść do wszystkich, że tylko szukam żeby ktoś mi okazał nieżyczliwość, będę potem mówić, że społeczeństwo jest nieakceptujące i dyskryminujące, choć powinnom wszystko wyjaśniać, bo nikt nic inaczej nie będzie wiedzieć, wszyscy są dla mnie dobrzy, akceptujący, wyrozumiali, mówiono mi, żebym się nie gniewało, że naprawdę nie muszę mieć pretensji.
Najlepsze jest to, że nawet jak udało mi się dojść do słowa i wyjaśnić, że o nic się nie gniewam, nie mam pretensji i w ogóle, to nie zakończyło to dramy. Skoro więc drama jest, to mogę to opisać i wyjaśnić parę rzeczy.

Weź się postaraj

Ci ludzie mówili, że chcą być akceptujący dla osób trans, że są tolerancyjni i w ogóle chcą wszystko rozumieć.
Jedynym działaniem, jakie w związku z tym chceniem podjęli, było wymaganie ode mnie i mojej przyjaciółki wyjaśnień. Jedyne wsparcie dla osób trans, jakie mogą zaoferować, to wymaganie poświęcenia im czasu na kolejne i kolejne wyjaśnienia, tłumaczenie się ze swojego istnienia, poświęcanie naszego czasu, który wolałybyśmy przeznaczyć na przyjemniejsze rozmowy.
Na dodatek nie była to jakaś wiedza tajemna. To dość podstawowa informacja. Przecież chodziło o uznanie, że osoba transpłciowa jest takiej płci, z jaką się identyfikuje! Jeśli tego nie uznajesz, to w ogóle nie uznajesz, że osoby trans wiedzą, jakiej są płci, tylko że są płci przypisanej przy narodzinach. To żadne sojusznictwo, to podstawa, której mamy prawo wymagać.
Bo naprawdę nie jest tak, że wystarczy nie chcieć pozabijać osób LGBT+, by być sojusznikiem. 
To nie jest popularne stanowisko wśród osób cishet. Im często wydaje się, że wystarczy zadeklarować wsparcie. I już jesteś dobrym, łaskawym cishet władcą, który tyle robi dla biednych osób LGBT+, zwolnionym z ciężaru bycia cishet ludźmi uczestniczącymi w systemie opresji. A jeszcze lepiej do tego dać lajka Miłość nie wyklucza, ale już nie pieniądze i nie wejście na stronę, by przeczytać podstawową terminologię.
Osoby cishet w ten sposób wykorzystują osoby LGBT+ do poprawiania sobie samopoczucia (przecież wspieram i jestem dobrą osobą) oraz wyrabiania swojego wizerunku. Np. Marcin Hencz, łódzki radny, jadąc na Paradę Równości wziął ze sobą flagę PO. Nie tęczową, z tęczową by się przecież nie pokazał. Gdy zarzucono mu, że po tym, co PO zrobiło osobom LGBT+ nie powinien iść z flagą PO, bo to organizacja wroga osobom queer i chociaż na naszym evencie mógłby być wobec nas okej, to nie zrozumiał. Przecież Parada jest dla wszystkich! Przecież był na siedmiu Paradach*! Przecież ma przyjaciela geja!
To jest zresztą przezabawne, że elgiebetowski przyjaciel, który czyni danego cisheta idealnym sojusznikiem, który nie mógł popełnić błędu, zawsze jest gejem i jest cis. Zawsze należy do grupy najbardziej uprzywilejowanej wewnątrz społeczności. Dlaczego, skoro bifobia, panfobia i afobia są tak rozpowszechnione nawet w społeczności LGBT+, skoro żyjemy w patriarchalnym społeczeństwie, skoro transfobia zabija najwięcej z nas, skoro jeszcze nie rozprawiliśmy się z rasizmem, tymi najbardziej wspieranymi przez allies są biali, cis, homoseksualni mężczyźni? Dlaczego są zawsze pełnosprawni, zdrowi psychicznie, szczupli, z klasy przynajmniej średniej?
Trudniej byłoby przecież wesprzeć osobę, która od wzorca człowieka (cis, hetero, white, middle-class, able-bodied, neurotypical male) odbiega więcej niż jedną cechą. To już byłoby pójście za daleko, przesada.
Ba, być może do bycia ally także takiej osoby potrzebne by było nie misgenderować jej albo zrobić inną rzecz wymagającą myślenia.
Pamiętam rozmowę o tym, że jeśli tolerujesz homofobię u partnera/ki, to jesteś słabym ally. My rozmawialiśmy, kiedy można być dobrym ally pomimo takiej sytuacji, np. osoba w toksycznym związku, bojąca się odejść, nie powinna być normalnie rozliczana, podobnie jak się z tą osobą partnerską tylko sypia, a także, gdy się edukuje swoją osobę. Aż doszliśmy do stanowiska, że nie jest się dobrym ally, jeśli ma się wyjebane na homofobiczne zachowania osoby partnerskiej. A potem wpadł jeden cishet (ale bi-curious) facet i powiedział nam, że robimy konkurs na prawdziwego lewaka, ma dość tych wszystkich warunków, które trzeba spełnić, by być true. I w ogóle jednoczenie lewicy!
Jak przestaniemy stawiać warunki, jak zaczniemy uznawać, że nie wolno rozmawiać o postawach, to generalnie możemy już podać rękę naziolom z choćby Niklotu, bo przecież nie wolno dzielić lewicy. 

Co zrobić

Dobra, chcesz być sojusznikiem lub sojuszniczką osób LGBT+ i chcesz, by było to naprawdę wsparcie. Jak się do tego zabrać?

Po pierwsze, skończ z domaganiem się uwagi i oklasków. To nie o ciebie chodzi.
  • Nie wymagaj wyjaśniania ci spraw, bo my nie musimy ci się tłumaczyć, doedukuj się samodzielnie. Możesz pytać, jasne, ale ogarnij się, nie muszę chcieć ci tłumaczyć, jak się zajmuję czym innym. Nie mam takiego obowiązku. Chcę sobie po prostu żyć bez ciągłego tłumaczenia się z istnienia. Jak musisz coś wiedzieć, a nikt ci tego nie wyjaśnia, to masz google, co nie?
  • I w ogóle pierdolić roszczeniowe podejście Musicie coś tam zrobić (w tej sytuacji doedukować kogoś), żeby być akceptowanymi.
  • Nie wykorzystuj naszych wydarzeń do swoich interesów. Jeśli przychodzisz na wydarzenie tylko po to, by pokazać się z flagą swojej partii, bo to fajna impreza, to nie jesteś nam na wydarzeniu potrzebny.
  • Nie chwal się, jaki/a super jesteś. Nikogo to nie obchodzi. Bo naprawdę nie jesteś super, sojusznictwo to tylko inna nazwa na przyzwoitość.
  • Przestrzegaj naszych zasad. Jest wydarzenie dla nas tylko, nie przychodź, ktoś się nie chce outować, to go nie outuj, ktoś wymaga trudnej dla ciebie formy np. ma zaimek onu, to tego używaj.
  • Zamknij się i posłuchaj. Nikogo nie interesuje, czy twoim zdaniem coś jest problemem, czy nie. Bo nie o ciebie chodzi. Posłuchaj w końcu, czego my potrzebujemy, co mamy do powiedzenia. Media ignorują to, co my mamy o sobie do powiedzenia, woląc zapytać księży czy polityków/czki, ty jako ally zostaw nam miejsce w dyskusji.
Po drugie, podejmij działanie. To nie jest tak, że określisz się jako ally i już wszystko zostało zrobione.
  • Reaguj na queerfobię w swoim otoczeniu.
  • Używaj odpowiedniego języka i twórz przyjazne środowisko.
  • Masz hajs? Możesz wesprzeć osoby LGBT+, np. dając komuś na tranzycję albo wszystkim na równość małżeńską. 
  • Wykorzystaj swój przywilej. Osoby queer nie są pytane o zdanie, więc nie tylko trzeba dać im się wypowiedzieć, ale i czasami wypowiedzieć się w ich obronie, bo przecież osoby queer nikt nie chce słuchać, a osobę cishet już się wysłucha.
  • Nie głosuj na homofobów i rozliczaj polityków/czki ze stosunku do osób LGBT+. 
Potrzebne jest mieć wiedzę pozwalającą odpowiedzieć na typowe teksty:
  • płcie są dwie;
  • nowa moda z Zachodu;
  • homoseksualność można leczyć;
  • transpłciowe osoby mają schizofrenię;
  • i całe mnóstwo innych.
Potrzebujesz też poznać słownictwo związane z osobami queer, jak tranzycja, niebinarność, interpłciowość, mnóstwo badań naukowych czeka, aż się przez nie przedrzesz.
Teraz rzecz, która cię rozzłości. Zawsze jesteś homofobem, bifobem, transfobem...
Nie jest tak, że osoby LGBT+ mają super wyśrubowane wymagania i tylko czyhają by każdego obwołać jakimś okropnym mianem. Po prostu wszyscy żyjemy w świecie pełnym tych -fobii i każde z nas się z nią zetknęło, było w niej wychowane i część zinternalizowało. Raz na jakiś czas popełnisz błąd i zinternalizowana queerfobia się z ciebie wyleje. Osoby queer też są queerfobiczne, zwłaszcza wobec osób z innej grupy. Bywa. W takiej sytuacji się przeprasza, poprawia koronę i działa dalej. A może potem ktoś cię nazwie sojusznikiem. Bo to nie ty się tak nazywasz, to ktoś musi ciebie nazwać.

Jeśli nie przyszedłbyś/przyszłabyś na niebezpieczny protest w obronie naszych praw, jeśli nie ma gotowości zaryzykowania dla nas, to nie przychodź teraz, gdy zamieszki Stonewall wyewoluowały w radosne imprezy. Te imprezy mają swoją historię i swój cel. 

~Kruk

* Siedem Parad Hencza to tak naprawdę było 5 marszy i dwie Parady, gdyż Parady Równości są tylko w Warszawie, we wszystkich innych miastach są marsze. Hencz oczywiście nawet nie sprawdził, na co chodził.
W związku z Henczem wyszła jedna sprawa. Mój przyjaciel uważa, że PO nie jest homofobiczne i nie ma się co oburzać na Hencza. PO miała dwie kadencje, by pokazać, że nie jest homofobiczna:
  • nie ma małżeństw jednopłciowych, 
  • nie ma uzgadniania płci w jakiś normalny sposób, 
  • nie ma trzeciej płci w prawie,
  • nie ma odpowiedniego prawa chroniącego osoby interpłciowe,
  • nie ma regulacji, które zmieniałyby dzisiejsze batalie o hormony i testy życia w zwykły informed consent,
  • według jej lidera sprawa związków partnerskich wywołuje emocje, ale to są papierowe emocje, bo nie ma możliwości przeprowadzenia jej w tym Sejmie,
  • w samej PO nie było zgody, gdy niektórzy stamtąd próbowali wprowadzić związki,
  • Trzaskowski miał podpisać program dla LGBT+, ale tego nie zrobił,
  • polityk właśnie Platformy Obywatelskiej wydał zakaz Marszu Równości w Lublinie, na co władze partii zareagowały, jak? Nie, nie wycofaniem poparcia dla niego. 
  • Nasze prawa są dla polityków i polityczek tej partii tylko kolejną sprawą, o której przypominają sobie, jak chcą wygrać wybory.
Źródła:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz