niedziela, 16 grudnia 2018

Widmo demokracji liberalnej

demokracja liberalna lub bezprzymiotnikowa, legicentryzm, kostytucjonalizm
Demokracja liberalna stała się ostatnio kolejnym postrachem konserwatystów, obok genderu i homopropagandy.

Co to znaczy, że demokracja jest liberalna?

Hitler legalnie doszedł do władzy i legalne dzięki jego decyzjom były obozy koncentracyjne.
Cały cywilizowany świat był w szoku, że tak się da. Że da się legalnie dokonywać ludobójstw i to nawet ludobójstw białych ludzi, bo fakt, że legalnie tępiono rdzennych mieszkańców wielu terenów poza Europą nikogo nie obchodził.
Procesy norymberskie w pewien sposób były nielegalne, ponieważ nie było prawa, które złamaliby sprawcy. Porażka prawnego pozytywizmu. Konieczne było odwołanie się do prawa naturalnego. Potem uznano, że te nielegalne wyroki są ostateczne i niezaskarżalne.
Nikt jednak nie chce robić nielegalnych procesów ani mieć przyczyny do tych nielegalnych procesów. Nikt nie chce, by znów była Zagłada. Trzeba więc zrobić coś, by nie dało się niektórych rzeczy zrobić legalnie.
Co więc zrobić by władza nie mogła uchwalić każdego prawa, jakie zechce, by nie była absolutna?
Odpowiedź na to pytanie już była.
W wielu krajach już była. Takim krajem była np. Wielka Brytania. Tam istnieje prawo stanowione i precedensowe, konwenanse konstytucyjne, dziś także prawo UE. Istnieją pewne dokumenty, które są bardzo ważne, w tym Declaration of Rights z 1689 roku. Przez Petition of Rights z 1628 roku nie można nikogo więzić bez powodu, a przez Declaration of Rights jest zakaz udzielania dyspensy (tj. uchylenia ustaw w odniesieniu do niektórych ludzi bądź czynności).
W ten sposób w UK rządzi pani premiera, panuje królowa, a obie mają nad głową prawo. Bo to prawo pozwala im sprawować władzę, to uchwalone prawo pozwoliło królowej odziedziczyć władzę, a premierze zostać wybraną w wyborach przebiegających w określony sposób. I nawet stanowiąc prawo, trzeba je stanowić zgodnie z prawem, trzeba przestrzegać praw. Te prawa, z którymi nie da się prawie nic zrobić, to prawa podstawowe.
Ta odpowiedź to konstytucjonalizm. Jego przeciwieństwem jest legicentryzm.
Legicentryzm za najważniejsze uznaje ustawy. Ustawodawca może uchwalić każde, nawet najgłupsze prawo. Jeśli jest konstytucja, to ustawy wcale nie muszą być z nią zgodne. (Wcale nie macie skojarzeń.)
Konstytucjonalizm uznaje istnienie praw podstawowych. Mogą one być, jak w Polsce, zapisane w konstytucji, ale nie musi istnieć spisana konstytucja. Na gruncie prawa międzynarodowego taką funkcję pełnią prawa człowieka z Międzynarodowej Deklaracji Praw Człowieka. 
Demokracja taka nazywa się więc demokracją konstytucjonalną, bo konstytucjonalizm (ale niekoniecznie konstytucja). Ponieważ prawa podstawowe, to demokracja prawna. A ponieważ prawa te zapewniają nam podstawowe wolności – demokracja liberalna.
Tak, jak demokracja konstytucjonalna nie potrzebuje konstytucji, tak demokracja liberalna nie potrzebuje liberalizmu.
Straszą nas więc nie liberalizmem, a wolnością. Wyznania, słowa, zrzeszania się, działalności politycznej. Zamiast tego proponuje się nam demokrację bezprzymiotnikową. [Nawet Word to coś podkreśla]
Nie ma czegoś takiego.
Demokracja zawsze ma jakiś przymiotnik. Np. może być bezpośrednia lub pośrednia. 
Co więc próbują nam sprzedać pod tym błędnym określeniem?
Nieograniczoną władzę osoby, która wygrała wybory.
A nie, czekaj, oni mówią, że demokracja bezprzymiotnikowa to wolność słowa, bo w demokracji bezprzymiotnikowej nie ma poprawności politycznej, czyli jest wolność mówienia Żydzi do gazu a nie Geje też ludzie i należą im się z tego powodu pewne prawa. Jest wolność zadawania pytań, bez oglądania się na autorytety. Takich pytań, jak pytanie o wolność rodziców do narażenia dzieci na śmiertelne choroby, o czym swego czasu chciała rozmawiać Szydło.
Pojęcie poprawności politycznej pochodzi z lat 70. i nigdy nie było ono przypisane do liberalizmu. Liberałowie byli jej przeciwnikami, w latach 90. mówili o wojnie kultury politycznej poprawności z prawdziwą kulturą liberalną, opierającej się na wolności słowa. Teraz, w XXI wieku, przeciwnicy politycznej poprawności mają coraz bardziej antyliberalne podejście: populistyczne, nacjonalistyczne autokratyczne. Poprawność polityczną uznają za herezję liberalizmu, która pojawia się na punkcie przecięcia liberalizmu i lewicowości. Mają taką definicję:
Polityczna poprawność to ideologia, która klasyfikuje pewne grupy osób jako ofiary potrzebujące ochrony przed krytycyzmem i która nakazuje wyznawcom odczuwanie, że nie wolno tolerować żadnego braku na to zgody.
Śmieszne czy absurdalne?

~Kruk

Źródła:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz