czwartek, 28 lutego 2019

Dramaty kobiet. Prawdziwe historie

dziewczynka bez imienia, marina chapman, dramaty kobiet. prawdziwe historie, seria autobiografii, przemoc
Potrzebuję zrozumieć tę serię. Na razie skłania mnie ona do nieprzyjemnej myśli o tym, że ludzie lubią przemoc wobec kobiet. Że chcą o niej czytać, że ich ona nie odrzuca.

Dziewczynka bez imienia

Weszłom do taniej książki i odryłom istnienie serii książek, o której wcześniej nigdy nie słyszałom. Seria nazywa się Dramaty kobiet. Prawdziwe historie. W sklepie leżało kilka książek:
  • o dziewczynie porwanej, porzuconej w dżungli, gdzie przeżyła kilka lat ze stadem kapucynek, i potem uratowanej i sprzedanej do domu publicznego;
  • o dziewczynie, która milczy z przerażenia po tym, co zobaczyła w domu, interesująca się sprawą nauczycielka odkrywa, że macocha ją bije i głodzi, a potem prawda staje się jeszcze groźniejsza czy coś;
  • coś o porwaniu i gwałtach;
  • o dziewczynie gwałconej przez ojca.
Były jeszcze inne, ale nie pamiętam teraz. Wszystkie to autobiografie. Tak brzmi opis serii:
Seria szokujących autobiografii, których nie wymyśliłby żaden pisarz ani scenarzysta. Zdarzyły się, ponieważ napisało je życie. Poznaj 25 historii w niezwykle poruszających i osobistych zwierzeniach kobiet, które doświadczyły przemocy.
Te historie są prawdziwe lub zmyślone. Druga opcja każe zapytać, czemu ktoś siedział i wymyślał takie historie. Pierwsza - czemu te historie zebrano.
W końcu ktoś zbierał historie kobiet, którym działa się krzywda. Nie jakichkolwiek ludzi, tylko właśnie kobiet. Wiem, że przemoc wobec kobiet jest na zupełnie inną skalę niż przemoc wobec mężczyzn. I nie byłobym zupełnie zaniepokojone, gdyby zbierano autobiografie niezależnie od płci i na 40 (bo ostatecznie powstało więcej niż 25 książek) osób byłoby np. 36 kobiet. Westchnęłobym, że przemoc ma płeć, ale i tak to wiem, więc nie rozważałobym tego długo. Teraz zaś muszę się dowiedzieć, czemu ktoś się zainteresował wyłącznie przemocą wobec kobiet.
Bo ktoś wpadł na pomysł, że to właśnie można sprzedać w tych książeczkach.
Kupiłom tom 29, Dziewczynkę bez imienia. To autobiografia Mariny Chapman, vide książka o tych kapucynkach. Ta kobieta istnieje, historia jest prawdziwa (a przynajmniej nie obalono tego). A więc mogę założyć, że te autobiografie nie są zmyślone.
Nieraz czytałom o przemocy i gwałtach. Najczęściej były to statystyki albo różne analizy, czemu się takie rzeczy dzieją. I co z nimi zrobić. 
Generalnie uważam, że przemoc nie jest fajna, więc szukam celu pisania o niej. Jestem w stanie np. czytać fantasy z patriarchalną rzeczywistością, w której będzie mnóstwo przemocy wobec kobiet. A i tak z Pieśnią lodu i ognia mam problem, bo odnoszę wrażenie, że autor wiele przemocy wymyślił tylko po to, żeby była. 
Usiadłom więc do Dziewczynki bez imienia spodziewając się, że pisanie o przemocy ma jakiś sens. 
Nie ma.
Różne rzeczy w tej książce były opatrzone jakimś komentarzem. Był opis życia pająków, które dziewczynka w dżungli często obserwowała całymi godzinami, domysły, ile lat spędziła w dżungli na podstawie długości włosów i stadium okresu dojrzewania. Był opis elementu konstrukcyjnego mostu, na którym chowały się dzieci. Wiele rzeczy opatrzonych było swego rodzaju późniejszą refleksją. Wiele niechcianych dzieci na ulicach Cucuty - bo katolicki kraj, gdzie ludzie nie używają antykoncepcji.
Ale przemoc? Jej nie komentowano.
Autorka nie wiedziała, czym jest dom publiczny, gdy tam trafiła. Nie wiedziała, czemu są tam same kobiety, czemu mężczyźni przychodzą do nich w odwiedziny. Czemu niektóre kobiety szybko tyją, a potem na jakiś czas znikają. A potem zorientowała się, że kobiety odchodziły, by urodzić dzieci i je potem sprzedać.
Jak sprzedać dziecko? Serio, komu sprzedajesz nowonarodzone dziecko?
Przecież jest za małe na organy. To trzeba wyjaśnić. Trzeba wyjaśnić, czy pracownice zgadzały się na taką pracę czy były do niej zmuszane. I kto porywa pięciolatkę, żeby ją zostawić w dżungli? Kto porywa gromadkę dzieci, żeby jedno zostawić w dżungli? Nie jestem z Kolumbii, a w tych czasach moich rodziców nawet nie było na świecie, nic nie rozumiem. Przedstawcie mi chociaż domysły, znane powody porwań.ze statystyk policji, dajcie mi to zrozumieć. 
To jest problem z tą książką. Przemoc jest przedstawiana jako coś, co się po prostu dzieje, bez przyczyny, nawet nikt się nie interesuje winnymi. Czułom się jak podczas czytania analiz powieści Michalak. Jedno i drugie głębokie jak woda w kiblu.
Przedmowa córki głównej bohaterki wyjaśnia trochę.
  • może dzięki temu znajdziemy pierwszą rodzinę mamy;
  • wiele jest dzieci porzuconych, na ulicy, wiele rodzin straciło swoje dzieci, 1 na 3 porwania jest w Kolumbii, ojczyźnie mamy, chcemy opowiedzieć tę historię, żeby ludzie wiedzieli, że takie porwane dzieci mogą przetrwać i dojść do czegoś;
  • nagłośnimy pracę organizacji pozarządowych ważnych dla mamy, zajmującej się ochroną małp Nowego Świata i drugiej, zajmującej się pomocą porzuconym dzieciom.
Lynn Barrett-Lee, autorka-widmo, nic nie wyjaśnia. Pisze tylko o stylu i sprawach technicznych.
Jaki był więc cel powstania tej serii? Czy mógł być inny niż gonienie za sensacją?

~Kruk

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz