piątek, 8 marca 2019

Okresowy seksizm

menstruacja, miesiączka, PMS, nieracjonalne kobiety i seksizm, hormony
Wiem, że nikt nie chce o tym rozmawiać. 
Bo to obrzydliwe, bo tabu i kobiece sprawy. 

Masz okres?

No właśnie. Osoby z macicami niezwykle często słyszą to pytanie, gdy są zirytowane. Albo gdy się z kimś nie zgadzają. Zwłaszcza, gdy się z kimś nie zgadzają.
Nie usłyszysz tego, gdy wspólnie z osobą bez macicy będziecie narzekać na komunikację miejską, która jak zwykle zawaliła. Usłyszysz to, gdy się z tym człowiekiem pokłócisz. Bo okres służy tylko do podważania tego, że masz rację w tej kłótni.
Założenie, że osoby z jajnikami są nieracjonalne przez hormony produkowane przez te narządy, jest głupie.
Serio, mam uwierzyć, że jednocześnie:
  • kobiety są nieracjonalne przez hormony;
  • kobiety umieją pilnować swojego stroju, zachowania, przestrzegać rape schedule;
  • kobiety umieją nie mordować i nie gwałcić, a przynajmniej nierobienie tego wychodzi im znacznie lepiej niż mężczyznom;
  • mężczyźni nie umieją nie gwałcić, jeśli kobieta jest ubrana skąpo, jest pijana itd.;
  • mężczyźni popełniają większość morderstw i gwałtów;
  • mężczyźni częściej chorują psychicznie i popełniają samobójstwa;
  • mężczyźni są racjonalni i opanowani?
To się kupy nie trzyma. Czy kobiety nie powinny w określone dni miesiąca stawać się bardziej impulsywne, bardziej wkurzające, bardziej skłonne do złości i czy nie powinno to mieć odbicia w odpowiednich statystykach?
Okazuje się, że zachowanie mężczyzn jest bardziej pod wpływem hormonów i że ich hormony są bardziej niestabilne. Gospodarka hormonalna typu kobiecego uwzględnia niewielkie zmiany w ciągu miesiąca. Gospodarka hormonalna typu męskiego... wiecie, jak wygląda gospodarka kapitalistyczna z ogromnymi wzlotami i potem kryzysami? To jest to. 
Testosteron zachowuje się nieprzewidywalnie jak typowy mężczyzna. Może wzrosnąć pod wpływem zapachu kobiety, rozmowy z nią (ale tylko po południu), obecności kobiety, hazardu, oglądania meczu, gry w szachy. Te sytuacje nic nie robią kobietom, których hormony są niezmiennie zmienne tylko w zależności od cyklu. Hormony, których poziom zmienia się u kobiet, nie wpływają na podejmowanie decyzji, w przeciwieństwie do testosteronu.    
Zrobiono badania, czy moment cyklu wpływa na religijność i poglądy polityczne kobiet. Tu macie to badanie: The Fluctuating Female Vote: Politics, Religion, and the Ovulatory Cycle i wyszło oczywiście, że kobiety zmieniają poglądy w zależności od cyklu. Mianowicie, singielki są mniej religijne i bardziej liberalne w czasie owulacji, a kobiety w związkach w tym samym momencie są bardziej religijnie i konserwatywne. Badanie zrobiono tak, że 502 badane kobiety zadeklarowały moment cyklu, a poglądy zbadano kwestionariuszami. Zwróćcie uwagę:
  • nie sprawdzono w jakim momencie cyklu są te kobiety;
  • nie ma żadnego powodu, by nie twierdzić, że nie przyszły po prostu liberalne cały czas singielki i konserwatywne cały czas kobiety w związkach, nie sprawdzano ich przez cały miesiąc.
Psychologia ewolucyjna to jakiś żart. Badacze badający wpływ momentu cyklu na popieranie Obamy oparli się na założeniu, że kobiety są przystosowane do szukania najlepszych genów, bo w prehistorii byłoby to potrzebne. Nikt nie zauważył, że jeśli ktoś w tak niebezpiecznych czasach dożył do momentu, w którym można się rozmnażać, to musiał od razu mieć świetne geny? Że naprawdę nie było problemem zajście w ciążę a utrzymanie jej, gdy były to raczej czasy niedoboru?
Inni badacze postanowili powtórzyć badanie 502 kobiet. Menstrual Cycle Phase Does Not Predict Political Conservatism. Wynik jest w tytule. To teraz metodologia:
  • kobiet było 2213, co jest poprawniejszą grupą badawczą jak na całą populację afabów;
  • tylko 750 dostarczyło informację, że nie mają problemów hormonalnych, nie karmią, nie używają antykoncepcji hormonalnej;
  • wzięto pod uwagę bycie w związku i badano poglądy kwestionariuszami;
  • badano je w różnych momentach cyklu.
I co z tego wynikło? Nic. 
Tak samo nic nie wynika z tego, czy ktoś ma w danym momencie okres, czy nie. Możesz się zdenerwować, gdy nie masz okresu. I możesz się zdenerwować, gdy masz okres. Możesz przez 5 dni krwawienia mieć mnóstwo energii i świetny humor. Możesz cały okres marudzić na ból brzucha i kulić się na łóżku.
...ale jeśli dzieje się to ostatnie, to idź do lekarza lub lekarki. 
Pewnie mama, babcia, nauczycielka WDŻ lub biologii, kiepski lekarz powiedzą ci, że okres ma boleć i nie trzeba nic z tym robić.
Trzeba. Ból jest problemem, z którym medycyna może i powinna walczyć. Jeśli ból podczas okresu nie da się pokonać lekami przeciwbólowymi dostępnymi bez recepty, to dobry lekarz lub dobra lekarka mają za zadanie ci pomóc. Jedyny ból, jaki ma prawo się pojawiać w okolicy genitaliów lub gdziekolwiek indziej, to ten, na który się zgadzasz podczas BDSM.
Pamiętaj, że istnieje endometrioza. I że zalecenie ci, by urodzić dziecko, to ból przejdzie, to nie leczenie.

A może masz PMS?

PMS nie istnieje.
A raczej: albo PMS nie istnieje, albo mamy to wszyscy, łącznie z amabami. Nie wiadomo, skąd się bierze PMS, nie ma organu odpowiedzialnego za PMS, nie ma winnego hormonu. Nie ma więc powodu, by twierdzić, że osoby AMAB nie mogą mieć PMS z przyczyn biologicznych. Pojawia się więc pytanie, skąd wiadomo, że ktoś ma PMS, skoro biologicznie ono nie istnieje. Oczywiście, wiadomo to z objawów.
Objawy nie mogą się pojawić w trakcie okresu. Jest ich mnóstwo i nie muszą się pojawiać wszystkie na raz. Przecież każdy inaczej reaguje na zmiany poziomu hormonów. Przykładowe objawy:
  • ból głowy;
  • ochota na słodycze i w ogóle cukry (najlepiej połączone z niewielką ilością tłuszczu, jak np. w czekoladowym batoniku);
  • drażliwość;
  • smutek;
  • trądzik;
  • wahania nastrojów;
  • zmęczenie;
  • problem z koncentracją;
  • wzdęcia;
  • niska samoocena;
  • wzrost libido;
  • spadek libido;
Możecie zapytać wszystkich AMAB znajomych, czy kiedykolwiek wystąpił u nich któryś z tych objawów. Jeśli tak, to możecie im diagnozować PMS, bo przecież wtedy na pewno nie krwawili z macicy. 
Dobra, to skoro wszyscy mamy PMS, to je wyleczmy. Wszyscy.
Nie wiadomo, co pomoże na PMS. Niektórym pomaga aspiryna, innym leki przeciwbólowe, ćwiczenia, unikanie kofeiny i alkoholu. Tak kurwa, pomagają na to zdrowy styl życia i leki, które się bierze praktycznie na wszystko (aspiryną się nawet okres pospiesza, ludzie, to jest środek na wszystko). 
Diagnoza PMS nawet nie udaje poważnej. Można ją wmówić każdej osobie AFAB (i osobie AMAB też, ale ludzie tego nie robią), przez co jest kolejną odsłoną histerii i anorexia nervosa, kolejnym konstruktem społecznym ograniczającym afabki. 75% kobiet twierdzi, że ma PMS. Takie dane podane są w Tak, mam okres. A co?. Zakładam, że chodzi o kobiety z zachodniego kręgu kulturowego. Nie jest podane badanie.
A jak to jest w różnych miejscach:
Całkiem spory rozrzut jak na coś, co jest normalnym elementem bycia afabką. Nic dziwnego, skoro to zależy od osobowości. No i od przemocy.
Metaanalizy wskazują na to, że wyniki badań na temat PMS, nastroju podczas cyklu itd. są mocno sprzeczne. I mimo że było tyle badań, nadal nie ma konsensusu, czy to coś w ogóle istnieje. Niektórzy uważają, że tak, ale średnio im idzie udowadnianie, że te kobiety nie mają czegokolwiek innego, np. zwykłej zmiany nastroju.
PMS nie istnieje, istnieją za to przedmiesiączkowe zaburzenia dysforyczne. Są one zaburzeniami depresyjnymi, da się je diagnozować tak, by nie zdiagnozować ich wszystkim, da się je leczyć. Bo te zaburzenia nie są czymś normalnym, czymś uznawanym za po prostu kobiece i zabawne.

~Kruk

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz